5 powodów dlaczego feminizm ciągle jest potrzebny

Ale macie przecież takie same prawa jak my, faceci, więc po co wymyślacie problemy?
Nie jestem feministą, bo jestem za równością, a nie wyższością kobiet.
Jak jesteś taką feministką, to wnieś sobie fortepian na siódme piętro. Sama.
Nie. Nie. Nie!

Wydaje mi się, że idea feminizmu nie jest do końca poprawnie rozumiana. I to wcale nie jest wina osób, które wypowiadają takie bzdety, a mediów, które w tym temacie (jak i w wielu innych), mącą w głowach.

Feminizm to nie wnoszenie stutonowego fortepianu na siódme piętro. Feminizm to również nie jedynie krótkie włosy, nieogolone nogi i tricepsy, których mógłby zazdrościć nie jeden byczek ze szkolnej drużyny koszykówki. Feminizm to walka o zauważenie trudu, który spotyka kobiety będące „w tyle”, chociażby przez to, że dopiero w XX wieku postanowiono dać im jakiekolwiek prawa!

To chęć i dążenie do wyrównania szans obu płci, nawet, jeżeli proces obejmuje „pomoc” czy chwilowe „uprzywilejowanie” tylko jednej. Kiedy pomagamy biednemu, zacofanemu krajowi, żeby mógł „dogonić” te lepiej rozwinięte, kładziemy na jego rozwój więcej pieniędzy i wysiłku niż na inne pozostałe. I mimo, że wtedy rozdział dóbr jest niesprawiedliwy (bo biedniejszy dostaje więcej) to wszystko dzieje się w określonej, słusznej sprawie. I tak samo działają parytety. Które, kiedyś bardziej potrzebne niż teraz, nie zawsze uzyskują poparcie od samych femnistek.

Właśnie przez to, że ludzie wokół mnie wciąż powtarzają, że feminizm przestał być potrzebny parę dekad temu, przygotowałam 5 najistotniejszych powodów, dlaczego ten ruch dalej jest istotny.
Zaczynamy!

1. Bo wciąż słucham co mi wolno, a czego nie, a pogodzenie bycia sexual and serious wydaje się być niemożliwe

Tu wcale nie chodzi o normy moralne, etyczne czy kulturalne, gdy pada fraza, że czegoś mi „nie wypada”. Często słyszę to tylko dlatego, że zwyczajnie jestem dziewczynką, a nie chłopcem. Dlatego nie powinnam używać brzydkich słów, poruszać się z gracją, ubierać schludnie, nie podejmować inicjatywy pierwsza w relacjach damsko-męskich, nie tatuować się, nie malować się mocno i nie pokazywać za dużo ciała, bo byłoby to wyzywające i prowokujące. A po wszystkim to byłaby moja wina. Bo przecież sama się o to prosiłam. No i, powinnam się zachowywać tak i tak, a ubierać tak i tak, jeżeli chciałabym być traktowana poważnie. No pewnie.

Ostatnio wybuchła burza o pokazanie (prawie) całkiem nagiego biustu przez Emmę Watson, która znana jest z walki o równouprawnienie. Cała sesja była dla Vanity Fair, przy okazji wywiadu o transformacji aktorki z roli Hermiony do Belli (artykuł z The Huffington Post o tym TUTAJ). Reakcje na zdjęcia z odkrytym biustem były szokujące, bo jak, do cholery, przez coś takiego można uznać ją, jako feministkę, za hipokrytkę?
Ale może wszyscy powinniśmy przyzwyczaić się do powierzchownego oceniania kobiet?

Dewotka, wyuzdana, „prawdziwa” kobieta, dama, cicha woda. Nie trzeba jej przecież trzymać za rękę, spędzać wielu godzin na rozmowie czy poznawać zachowania w różnych sytuacjach. Wystarczy szybkie spojrzenie na długość spódniczki i odpowiedź jest jakby jasna, nasuwa się sama. Odpowiedź na co? Na to, kim jest, a czasami, co ważniejsze, kim na pewno nie jest dziewczyna stojąca przed tobą. Proste.

Spłycone wyrokowanie kobiet, gadki o wprowadzaniu „miłej atmosfery”, zamiast docenienia wykonanej pracy, krzywdzą prawie tak samo jak proponowanie awansu przez głębokość dekoltu czy nawet przez łóżko. My naprawdę umiemy zasłużyć sobie mózgiem, a nie tylko ciałem.

Kobiety powinny mieć prawo być seksowne, a jednocześnie poważane i nie lekcaważone. Nic Ci się nie stanie, jak przestaniesz oceniać nas przez rozmiar biustu albo fakt wyeksponowania go. Naprawdę. No może tylko przestaniesz być dupkiem.

2. Bo wcale nie chodzi o to, żeby zdominować mężczyzn

Obwinianie o wszystko patriarchatu czy niechęć do płci męskiej to rzadko spotykany radykalizm. Kobiety wcale nie chcą być od facetów lepsze. Nie chcemy ukraść Waszych stanowisk pracy, nie chcemy dokonać masowej eutanazji na płci przeciwnej. My naprawdę jesteśmy zmęczone stałym udawadnianiem sobie i wszystkim wokół, że dajemy radę. I chciałbyśmy móc przyznać się do tego, ze jesteśmy słabsze.

Pełne równouprawnienie jest swego rodzaju sanacją społeczeństwa, a feminizm w żadnym wypadku nie jest wyrazem nienawiści do płci męskiej. To nie sprawa jedynie kobiet, dlatego mężczyźni i ich poparcie jest równie istotne. Jedynie razem, na drodze współpracy, kompromisów i rozmowy możemy coś zdziałać.

3. Bo ludzie (z Korwinem na czele) dalej opowiadają bzdury

Kiedy usłyszałam, jak ostatnio pan Janusz skompromitował Polskę w Parlamencie Europejskim, to załamałam ręce. Według naszego europosła, to logiczne, że kobiety powinny zarabiać mniej, bo są mniejsze, słabsze i mniej inteligentne. No logiczne, prawda?

To prawda, że kobieta zbudowana jest jako „ta słabsza”. Nie tylko w kwestii pomieszczenia ilości masy mięśniowej, ale także w rozumieniu wrażliwości, którą ciężej nam ukryć. W odróżnieniu od mężczyzn, którzy mówią z przepony, głos dziewczyn wydobywa się z klatki piersiowej. Dlatego trudniej nam śpiewać niskie tony czy ukryć emocje – głos automatycznie staje się wyższy i nie sposób nad tym zapanować. Jesteśmy skazane na bycie małymi owieczkami, jednak nie niweluje to naszych możliwości i siły, którą mamy. W końcu to my rodzimy dzieci, co w skali bólu podobno otrzymuje dziesiątkę, a, dla porównania, kopnięcie mężczyzny w krocze, zaledwie szóstkę.

Jeszcze w XX wieku byli „naukowcy”, którzy twierdzili, że czarnoskórzy albo Żydzi mają mniejsze mózgi i to od razu stawia ich na pozycji „głupszych”. Dzisiaj, w 2017 roku, dalej słyszę, że kobiety są „mniej inteligentne”, a najlepszym „dowodem” na to są rankingi najlepszych szachistów. No moje gratulacje. Ja nie jestem w rankingu szachistów, a Ty zostałeś debilem roku.

4. Bo cały czas są rzeczy, za które faceci nie dostają w mordę…

…a powinni.

Tak, wiem. Samce przecież mają prawo dominować i rządzić samicami. Tak już w naturze po prostu jest. Dlatego idąc do klubu powinnam liczyć się z tym, że obrzydliwi, spoceni mężczyźni, mogą złapać mnie za tyłek, kiedy będzie im się podobać. Dlatego mogą patrzeć mi w dekolt (bo skoro go mam, to chyba jasne, że wydaję na to przyzwolenie?), dlatego mogę słuchać od obcych gości, że mam dobre blowjob eyes. I dlatego zawsze powinnam się zgadzać, kiedy jakiś typ chce mnie zaciągnąć do łazienki. No bo jak odmówię, to przecież jestem podstępną zdzirą, która uważa się za bóg wie kogo.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby uderzenia z liści padały jak leci czy żeby rzucać się na mężczyzn z pięściami. Chodzi o to, że nie będę godzić się na to, żeby można było kogoś bezkarnie krzywdzić, w dodatku za cichym przyzwoleniem społeczeństwa. Nie zamierzam potulnie schylać głowy, kiedy ktoś wobec mnie, lub osoby obok, zachowuje się jak cham.

5. Bo równość w prawach jest zdrowa dla wszystkich

W tomiku poezji „Mleko i Miód”, który opanował wszystkie media społecznościowe i rozkochał w sobie już wiele państw, autorka, Rupi Kaur, pisze że:

wszyscy się rozwijamy gdy
zauważymy jak silne
i olśniewające kobiety
są wokół nas

I tego wszystkim nam życzę.
Z okazji jutrzejszego Dnia Kobiet i bez okazji.

Życzę nam, żebyśmy byli społeczeństwem myślącym i równym. Żeby kobiety mogły dostawać się na stanowiska kierownicze nie przez łóżko czy „miłą aparycję” i duży rozmiar biustu, ale przez to, że są zwyczajnie dobre. Żeby mężczyźni wspierali nas i wychodzili na ulice razem z nami, trzymając swoje własne transparenty. Żebyśmy przestali prowadzić między sobą nienawistną rywalizację, która do niczego nas nie zaprowadzi.

Z okazji jutrzejszego Dnia, jeszcze raz zaproszę ludzi z Trójmiasta na koncert „Solidarność jest kobietą”, w B90 na 19:00, z którego pieniądze pójdą na organizację Centrum Praw Kobiet, działającą na rzecz równego uprawnienia i traktowania. O stowarzyszeniu dowiedziałam się rozliczając swój PIT i szukając czegoś, na co mogłabym przeznaczyć swój 1%. Robią naprawdę świetną robotę, dlatego gorąco zachęcam. O wydarzeniu napisałam parę słów na fanpage’u, TU.

Jutro także odbywa się kolejny Międzynarodowy Strajk Kobiet. O pierwszym, Ogólnopolskim Strajku Kobiet i o idei #czarnyprotest pisałam TUTAJ. Do dołączenia się do wydarzenia oczywiście zachęcam. Może po przeczytaniu tego postu (i tego podlinkowanego) będzie nas trochę więcej.

Będziecie? Co myślicie o feminizmie? I o strajkach?
Koniecznie dajcie znać!

Do przeczytania za tydzień i, być może, do zobaczenia jutro na czarnych ulicach Gdańska albo w B90!

Share This: