rok blogowania – na jaką cholerę mi to było? | podsumowanie 2017

Ubiegły rok był wyczerpujący. 2016, rok mojej osiemnastki, był obfity w imprezy i nowe doświadczenia. Przez te wszystkie zawirowania, które spotkałam kiedy oficjalnie wkraczałam w dorosłość, chciałam odpocząć. I dlatego właśnie w zeszły rok wkroczyłam bez postanowień czy większych celów. Jak to zwykle  w moim życiu bywa, plany się nieco zmieniły i, koniec końców, rok 2017 okazał się być intensywny. Pod każdym względem.

Kiedy staram się wymienić w głowie rzeczy, które udało mi sie zrobić w ubiegłym roku, zaczynam się gubić. Wcześniej nie zdawałam sobie raczej sprawy z tego ile się wydarzyło. Grupuję swoje małe sukcesy i tick off’y i wychodzi na to, że w każdej możliwej kategori dużo się działo. I tak biorąc pod uwagę edukację, skończyłam szkołę. A potem zdałam maturę (aż 9 egzaminów!) i zaczęłam wydeptywać sobie nową ścieżkę, bo zaczęłam studia. Uczyłam się sporo i wymazałam dziesiątki zakreślaczy. A teraz otwieram nowy etap, w nowym miejscu z nowymi ludźmi, ucząc się zupełnie nowych rzeczy. No i robię prawo jazdy, bo kiedyś trzeba.

W moim sercu także zadziały się poważne zmiany. Dużo przeżyło, niestety nie tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zaliczyłam nastoletniego hartbrejka i musiałam się z tym uporać. Trochę ważnych znajomości niestety wygasło, za to coraz bardziej doceniam ludzi, którzy są wokół mnie i dla mnie. Dalej nie radzę sobie z poświęcaniem im odpowiedniej ilości czasu, ale stale staram się z tym uporać.

rok-blogowania-na-jaka-cholere-mi-to-bylo-podsumowanie-roku-2017

2017 rok to także mój pierwszy, całkowicie samodzielny wyjazd do Poznania. To przeświadczenie, że rzeczywiście umiem być sama; podróżować, przebywać, zwiedzać i organizować sobie czas. Ten weekend był dla mnie motywacyjnym kopniakiem, szeptem, że nie potrzebuję żeby ktoś mnie nieustannie niańczył i trzymał za rękę. I chociaż zwykle nie lubię, kiedy jestem sama w domu, to w Poznaniu, moja indywidualność mogła rozepchnąć się łokciami i nacieszyć się tymi chwilami złudnej dorosłości. To było dla mnie ważne doświadczenie, kolejny krok ku dorosłości i już teraz nie mogę się doczekać kolejnego Blog Conference Poznań, samotnego wyjazdu i pełnego skupienia uwagi na własnym, blogowym rozwoju.

Przeżyłam studniówkę; jeden z najlepszych wieczorów swojego życia i bal jak z Pięknej i Bestii. Przeżyłam uroczyste pożegnanie absolwentów, po którym chciało mi się płakać. Przeżyłam Opener’a, Soundrive’a i masę innych, niepowtarzalnych koncertów. W 2017 roku płakałam, śmiałam się, sypałam brokatem i skakałam w tłumie ludzi. Czułam dużo, a przede wszystkim wdzięczność, że mogę żyć tu i teraz.

rok-blogowania-na-jaka-cholere-mi-to-bylo-podsumowanie-roku-2017

Ale odsuwając na bok zdaną maturę, złamane serce, studniówkę, studia i koncerty – zaczęłam pisać tutaj. Oprócz obowiązków związanych z klasą maturalną, które starałam się wypełniać trochę po japońsku, czyli jako tako, realizowałam siebie. Bywało, że siadałam w sali lekcyjnej z laptopem i dziubałam kolejne wpisy, szkice postów i mniej ważne rzeczy. Kilka osób zwracało mi wtedy uwagę, że może powinnam zająć się egzaminami, od których wyników zależy po części moja przyszłość. Wiem, że mieli rację, ale w żadnym wypadku nie żałuję tego, co udało mi się zrobić.

Dziś od założenia bloga mija rok. Bilans? 43 opublikowane wpisy, „okołotysięcznosłowne”. 3 konferencje. Jedna wygłoszona przeze mnie prelekcja na Strefie Blogera, (o której możecie poczytać na blogu cudownej Kasi, >>>KLIK<<<). Masa nowopoznanych, wspaniałych ludzi.* I czytelnicy, ufający mi, będący ze mną i czasem dzielący się ze mną bardzo intymnymi historiami. Nie mogłabym być bardziej wdzięczna, bardziej zadowolona i bardziej usatysfakcjonowana. Ale jeszcze nie skończyłam działać.

Mogłabym napisać, że mam nadzieję, ze 2018 rok będzie równie wspaniały jak jego poprzednik. Ale prawda jest taka, że nie ma czasu na nadzieje. Trzeba działać, robić dużo – na przykład tyle, żeby ciężko było za nami nadążyć. Bo wszystko jest w naszych łapkach.

rok-blogowania-na-jaka-cholere-mi-to-bylo-podsumowanie-roku-2017
Na rok 2018, życzę Nam, żebyśmy mieli siłę działać i robić dobro. Żebyśmy byli pracowitymi mróweczkami, osiągając kolejne szczeble zamierzonych celów. Żebyśmy świadomie dążyli do spełnienia marzeń. I żebyśmy nie prosili o nic, a sięgali po wszystko.

Macie 365 dni. Już 363. Wykorzystajcie je dobrze.
Dobrego Nowego Roku!

*

*Wymieniłabym te perełki, ale jestem przekonana, że na pewno o kimś bym zapomniała, dlatego pozwoliłam sobie na niebrnięcie w szczegóły. Te osóbki prawdopodobnie wiedzą, że o nich mowa. Wysyłam dużo ciepełka do znajomków z blogosfery, jesteście super!

Share This:

8 komentarzy

  1. gajanna

    2 stycznia, 2018 at 10:45 pm

    Wszystkiego najlepszego w nowym roku! I spełnienia marzeń <3

    1. barbgrabowska

      5 stycznia, 2018 at 3:53 pm

      Tobie również Kasiu! mam nadzieję, że do zobaczenia niebawem!

  2. Troper

    3 stycznia, 2018 at 9:09 pm

    Cały czas trzymam kciuki za Ciebie i Twojego bloga! Myślę, że nowy rok może być tylko lepszy, bardziej intensywny i inspirujący! Rób to co robisz, bo robisz to świetnie! 🙂

    1. barbgrabowska

      5 stycznia, 2018 at 3:55 pm

      dzięki Kuba! ja za Ciebie też trzymam kciuki, mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy! wszystkiego dobrego dla Was!

  3. http://wazkowa.blogspot.com/

    5 stycznia, 2018 at 5:23 pm

    Tobie również wszystkiego dobrego w Nowym roku 🙂 wspaniale piszesz 🙂

    1. barbgrabowska

      3 lutego, 2018 at 2:43 pm

      dziękuję dzięki i wzajemnie!

  4. olga

    5 stycznia, 2018 at 10:20 pm

    Nastoletnie hartbrejki po latach wspomina się albo z nostalgią, albo z myslą „ale głupie” 😉
    W każdym razie szczęścia w 2018!

    1. barbgrabowska

      3 lutego, 2018 at 2:43 pm

      to prawda. nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło 😉
      wzajemnie!

Leave a Reply