dlaczego nie lubisz poniedziałków? czyli jak przestać czekać (na przykład na piątek)

W pierwszym semestrze poniedziałki zaczynałam koło godziny szóstej rano. I tak się złożyło, że poniedziałki były moim najcięższym dniem; zaczynałam zajęcia o godzinie ósmej i siedziałam na uczelni bez przerwy do 19. Doliczając do tego moje wojaże komunikacją miejską, (której tak daleko do osiągnięcia prędkości światła, jak mi do wyżycia za udzielanie pokazów jodłowania w austriackiej wiosce narciarskiej); nie było mnie w domu od siódmej do dwudziestej. Nie dość, że wracałam zmęczona, to jeszcze po ciemku. Ale co z tego?

Narzekanie powoli zaczyna przypominać mi jakiś ogólny trend, który w dodatku ostatnio coraz częściej jest przechwytywany przez dziennikarzy czy osoby publiczne. Moje poranki zwykle zaczynam razem z radiem, z którego co tydzień w poniedziałek uprzejmi spikerzy informują mnie, że ciężko będzie przeżyć dzisiejszy dzień. Radiowcy, z czystej sympatii oczywiście, sypną jeszcze garścią rad: że w ten okrutny poniedziałkowy poranek pomoże tylko ciepła kołdra. A jak nie kołdra, (bo nie ma innego wyjścia i naprawdę musimy wyjść z domu do tego znienawidzonego korpo), to pozostaje nam tylko mocna kawa. Albo SMS do studia o treści SEND HELP na numer 7878, dzięki któremu może do nas oddzwonią i pozwolą nam się wygadać i opowiedzieć, co takiego tragicznego spotkało nas w poniedziałek. Ae najboleśniejsza historia dotycząca tego bezlitosnego, pierwszego dnia tygodnia, wygra zastrzyk gotówki. Oczywiście co najmniej taki, żeby starczyło na pistolet i pełny karabinek, (albo chociaż parę metrów porządnego sznura z Castoramy).

dlaczego-nie-lubisz-poniedzialku
Kiedyś słyszałam, że to nie poniedziałki sa niefajne, tylko Twoje życie. I uważam, że dużo w tym racji. Tak jak pisałam, to właśnie poniedziałki należały do najcięższych dni z całego mojego planu tygodnia (teraz są to wtorki; tydzień temu na przykład siedziałam na zajęciach bite dziesięć godzin), ale uwielbiam swoją uczelnię i w niedzielę cieszę się jak dziecko, że mam studia następnego dnia. Większość ludzi puka się w czoło, kiedy im to mówię i myślą, że blefuję. A ja naprawdę nie rozumiem, jak można nie lubić swojego życia! Wysłuchuję historii (stereotypowych) „typowych ludzi z korpo”, którzy rano wstają spóźnieni, biegają po domu jak szaleni, szukając drugiej skarpetki, a potem piją pięć espresso i do końca poniedziałku modlą się, żeby przeżyć. A potem, w ciągu tygodnia, modlą się, żeby przetrwać aż do piątku. A wiadomo – piątek melanżu początek, (hehe), więc czas zachlać pałę, albo, mniej drastycznie, wypić piwo przed telewizorem i spać do południa. No kurde! Tak nie da się żyć!

Mam znajomego freelancera, który teraz, samemu wyznaczając sobie godziny pracy, nie wyobraża sobie pracy na etacie. Oczywiście – pracując w wielkiej korporacji i, tym samym, mając kogoś nad sobą, nie jest niczym złym. Sama rutyna po części mobilizuje i wymaga dużo mniej samozaparcia. Jednak ludzi, którzy są panami swojego czasu, (i przy tym nie przesypiają połowy dnia, a naprawdę ciężko pracują), podziwiam bardzo. Wyrobienie sobie swojej własnej rutyny; na przykład poranne wstawanie* po to, żeby pomedytować, pobiegać, uprawiać jogę czy posłuchać podcastów kanadyjskich psychologów jest czymś, co potrzebuje znaleźć u nas duże pokłady motywacji i obowiązkowości. Inaczej pracujemy wtedy, kiedy mamy nad sobą bat, a inaczej, kiedy ten bat sami na siebie powinniśmy stosować. Tak, jest to trudne. Ale raczej warte zachodu, żeby nie przespać życia i nie obudzić się w wieku trzydziestu / czterdziestu / pięćdziesięciu lat z przysłowiową ręką w nocniku. I zaawansowaną depresją gratis.

dlaczego-nie-lubisz-poniedzialku

W życiu staram się wyznawać zasadę: jeżeli coś Ci się nie podoba, to to zmień. Nienawidzisz swojej pracy, szefa, współpracowników? To nie komuna, innych ofert jest tysiące. Wystarczy poświęcić na to trochę czasu i znaleźć coś, co będzie Ci odpowiadać. Nie lubisz ludzi, z którymi się przyjaźnisz? Znajdź innych znajomych. Nie wiesz czemu jesteś ze swoim partnerem czy partnerką i nie jesteś szczęśliwy/a? Zakończ ten związek i miej dla siebie odrobinę ciepła i szacunku. Nienawidzisz swoich studiów? To je rzuć, do cholery! Rozumiem, że fajnie jest się bujać od wykładu do wykładu, (o ile w ogóle się na nich pojawiasz, skoro nie obchodzi Cię to, co wykładowca ma do przekazania), tylko po to, żeby mieć ponad 50% ulgi ustawowej. Fajnie jest nie pracować i czerpać pieniądze od rodziców – bo przecież studiujesz. Ale czy naprawdę chcesz tak przeżyć swoje życie? Powalcz trochę o siebie, odwagi!

Wiem, że nie wszystko da się zmienić. Ale czy w takim razie opłaca nam się na takie rzeczy narzekać? Nie jesteś w stanie czegoś zmienić co Ci przeszkadza? Przywyknij i postaraj się to zaakceptować. Wszystko zależy od przyzwyczajenia. Mam dopiero 20 lat, a jakoś przywykłam do tego, że tu, gdzie mieszkam, często jest zimno i wietrznie, a w zimę pada śnieg i jest mróz. Mimo, że zjawiska jak zimowy spadek temperatury i opady są powszechne, to jest to coroczny powód narzekania. Ale hej, Skandynawowie mają pod tym względem dużo „gorzej”, a zaliczają się do czołówki najszczęśliwszych narodów na świecie! Może to nie pogoda czyni Cię nieszczęśliwym, tylko Twoje nastawienie? Tym samym sposobem, warto też po prostu przywyknąć do tego, że poniedziałek jest zaraz po niedzieli i tak tydzień w tydzień. Niezależnie od tego, jak bardzo nam się to nie podoba. A skoro już tak jest i nic z tym cholernym poniedziałkiem nie zrobimy, to może warto spędzić go dobrze i przestać w końcu marnować 1/7** swojego życia na narzekania?

dlaczego-nie-lubisz-poniedzialku

Przed pójściem na uczelnię wyższą, wszyscy mówili mi o tym, jak bardzo życie studenckie różni się od tego licealnego. Ale ja nie czuję aż takiej różnicy. W liceum także bywało, że sama ustalałam sobie czas pracy: nie chodziłam na zajęcia, żeby posiedzieć w domu czy bibliotece i, prawdę pisząc, zrobić coś więcej niż mogłabym na lekcji. Klasa maturalna była przepełniona lekcjami, a tydzień rozpoczynaliśmy od paru matematyk i paru historii – czasem siedząc nad powtórkami do prawie siedemnastej. To, co łączy te dwa okresy w moim życiu to to, że nie narzekałam i nie zamierzam zacząć. Lubię ludzi, wokół których się obracam. Lubię to co robię. Lubię miejsca, w których spędzam czas. Lubię swoje życie, po prostu. I tego samego życzę każdemu.

***
* Jeden z moich wykładowców mówił o „tyranii skowronków”, która zmusza wszystkie „sowy” do wczesnego wstawania i pobudzania swoich funkcji życiowych od samego rana. Każdy z nas jest inny i chociaż ja czuję się tragicznie śpiąc do 10, bo czuję się jak gigaleniuch, to wiem, że są osoby, które umieją pracować do 3 w nocy i ich późne wstawanie jest właśnie tym podyktowane. Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i swoim organizmem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy usprawiedliwiamy tym swoje lenistwo.

** Pamiętajmy, że nasze złe nastawienie (w sprawie tego okropnego poniedziałku) najczęściej objawia się już w niedziele. Co daje kolejny zmarnowany dzień tygodnia, który tylko przyprawia niektórych o lekkie stany depresyjne. Warto o siebie i swój komfort psychiczny trochę zawalczyć, serio!

PS Zdjęcie z nagłówka cyknęła oczywiście Michalina Pryśko na openerze -> link do wpisu o festiwalu znajdziecie TUTAJ

Share This: