jesień pomaga mi być bliżej ze sobą | zacznij doświadczać | autumn essentials czyli 3 rzeczy, które pomogą Ci przetrwać jesień

To strasznie „pełen” okres. Od października jestem w całkiem nowej dla mnie sytuacji i próbuję pogodzić jedne obowiązki z drugimi. Co wychodzi, jak widać po liczbie nowych wpisów, marnie. Ale chociaż jestem cały czas w biegu, to (paradoksalnie!) dzięki obecnie panującej jesieni czuję, że mogę zwolnić i docenić niektóre momenty, na które nie zwracam uwagi podczas pozostałych sezonów. Na czym więc polega ten fenomen, jeżeli w ogóle jest tu jakikolwiek?

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-ze-soba

Prawda jest taka, że kiedyś nienawidziłam tej pory roku, tak jak pewnie ponad połowa populacji. Drażnili mnie przygnębieni ludzie, ciemność, chlapa i błoto na mojej ulicy. Drażniło mnie to, że już zaraz po wyjściu z domu byłam cała przemoczona, a podczas spaceru (dobra, nie oszukujmy się, BIEGU) na autobus, kropelki brudnej wody z kałuży podskakiwały i przyklejały mi się do łydek. Tak było, ale już tak nie jest.

Jak byłam mała, to mama często zabierała nas na wycieczki. Nie lubiła siedzieć w domu i jak tylko znajdowała chwilę czasu, maszerowałam na siedzenie pasażera do samochodu, a mama odpalała silnik ognistoczerwonego Suzuki i zabierała nas na leśny spacer za miastem. Wystarczy sekunda, żebym przypomniała sobie zupełnie inną, bajkową rzeczywistość, kiedy jeździłyśmy szukać grzybów. Po głębszym zastanowieniu, wydaje mi się, że to nie tak, że większość takich dobrych wspomnień pochodzi z czasu, kiedy opadają liście, a drzewa zmieniają szaty, ale kiedy przychodzi ten jesienny okres, to jakoś łatwiej i przyjemniej mi się o tym myśli. Tak się po prostu dzieje, że od września do listopada, podczas gdy w wiadomościach słyszymy o pierwszych nie do końca zadowalających prognozach pogodowych, moja zdolność odczuwania wzrasta o tysiąc procent. I to jest naprawdę świetne uczucie.

Wydaje mi się, że jesień pomaga mi być bliżej ze sobą. Pomimo tego całego wiru deadlinów, niespełnionych założeń i chybień do celu, czuję każdą swoją komórkę. Dzieje się dużo, ale ta pora sprawia, że mam czas o sobie pomyśleć. O tym, czy jest mi wygodnie, czy jestem szczęśliwa i czy aby na pewno idę w dobrym kierunku. O tym, co czuję i jak to odczuwam, o tym, czy powinnam w swoim życiu coś zmienić i o tym, czy aby na pewno nie warto zwolnić.

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-siebie

Taki czas na przemyślenia ma też swoje minusy. Ze smutkiem wyliczam osoby i znajomości, które ostatnio zaniedbałam i wszystkie rzeczy, na które brakuje mi czasu. Ale gdybym nie poświęciła czasu sobie na uporządkowanie myśli i na uspokojenie tego huraganu, który pustoszy mi głowę, nie zdałabym sobie sprawy z tego wszystkiego Nie zaplanowałabym sobie nowych kroków i nie wyznaczyłabym nowych ścieżek.

Właśnie dlatego myślę, że jesień najpiękniejsza jest wtedy, kiedy jej doświadczamy. Kiedy pomiędzy pracą, nauką do śródsemestralnych kolokwiów, odprężającym serialem czy wciągającą książką, znajdziemy czas na porozglądanie się dookoła i docenienie całej gamy kolorów, która się przed nami prezentuje. Romantyzuje się wiosnę (bo początek życia, rozkwitanie), zimę (bo romantyczny śnieg) i lato (bo wakacyjne miłości), ale ja szczerze uważam, że jesień jest najlepsza na zakochanie się. Wtedy jesteśmy, a przynajmniej ja jestem, najbliżej swoich uczuć i siebie samych. Wszystko – w tym ulotność chwili, doświadczenie przemijania – czuje się mocniej.

Mamy 2018 rok, słowo „nostalgia” było modne dwie płyty Szcześniaka temu, ale to właśnie ono chyba najlepiej opisuje ten jesienny sezon. Nie grypa, kaszel czy katar. Nie

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-siebie

Zaczęłam lubić jesień za ciepłe, karmazynowe i musztardowe swetry. Za kawę w termosie, herbatę z miodem i ciasto marchewkowe. Za małe, fikuśne dynie, które moja mama co roku przywoziła do domu i stawiała na schodach i parapetach. Teraz lubię ją za emocje i uczucia, które przywołuje i wywołuje w moim sercu. Dla nieprzekonanych przygotowałam krótką listę rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie jesieni. Jakie są moje „autumn essentials”? Co sprawia, że jesień jest nie tylko do przeżycia, ale też całkiem przyjemnym okresem? Mam dla Was trzy rzeczy, dzięki którym jesienny sezon może nie być tak przygnębiający i monotonny, jak zwykle.

1. Dobra muzyka to podstawa każdego roadtripu. Nawet, jeżeli miałaby to być zwyczajna jazda do pracy, szkoły, na uczelnię.

Myślę, że większość z Was wie, o jakiej płycie za chwilę napiszę. Tak, tak, PODSIADŁO WYDAŁ NOWY KRĄŻEK! I to w dodatku absolutnie fantastyczny! Małomiasteczkowy, bo tak nazywa się ten album, to 10 piosenek po polsku, które dotykają (przynajmniej moich) bardzo ciepłych i osobistych uczuć. Nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować dlaczego tak się dzieje, że tak bardzo czuję to, o czym śpiewa Dawid, ale jestem zdania, że uczuć nie powinno się tłumaczyć i wpychać w konkretne ramy. Tak czy siak – to naprawdę dobra płyta.

Odchodząc od tematu premier, inni wykonawcy, których szczególnie polecam do słuchawek czy samochodowych głośników na tą porę roku to (koniecznie!) twórczość Florence & The Machine, Lianne La Havas, Ralpha Kamińskiego i The Luminners. Ciepłe głosy i spokojne dźwięki umilą nam czas w największych nawet korkach, gwarantuję! Cud, miód, porzeczki.

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-siebie

2. Podobno najwięcej ciepła generuje brzuch, więc, żeby tego ciepełka nam nie zabrakło – pamiętajmy o żołądku!

Pisałam wielokrotnie, że teraz jest idealny moment na to, żeby pozwolić sobie być bliżej siebie – swoich emocji i myśli, ale także swojego ciała. Mam pewne smaki, które kojarzą się mi tylko i wyłącznie z jesienią. I na pewno nie jestem w tym odosobniona, ale może jednak zainspiruje Was to do ruszenia do kuchni.

Kiedy myślę o październiku myślę o, wspominanym już wyżej, cieście marchewkowym mojej babci z orzechami i polewą z mascarpone z masłem orzechowym. Mało tego, myślę też o nalewce z pigwy z naszego ogrodu, która co roku obfituje w owoce. Taka nalewka może nie tylko być świetnym, zdrowym, rozgrzewającym trunkiem dla nas, ale też świetnym pomysłem na świąteczny prezent dla naszych bliskich.

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-siebie

3. Kot, koc i dobry serial czyli jesienny netflix&chill

Tym razem nie netflix, a player. Muszę się do czegoś przyznać: mam parę swoich tefałenowskich guilty pleasures, które oglądam nałogowo (mój absolutnie ukochany Ślub od pierwszego wejrzenia [kto nie zna ten fujara]), ale przyznać trzeba, że Polska potrafi i robi coraz to lepsze produkcje. Co najlepiej widać na przykładzie Rojstu, o którym już kiedyś pisałam. Kto nie oglądał Pułapki, ten zdecydowanie ma co nadrabiać. Mało tego, na czas antenowy Pułapki, po jej pierwszym sezonie liczącym 7 odcinków, wskoczyła inna, warta uwagi pozycja.

Pod powierzchnią to opowieść o romansach, zakazach, przekraczaniu reguł, ale też o stracie, dramatach i kryzysach małżeństwa. Pod powierzchnią normalnego życia, zgodnego ze społecznymi normami, nakazami i obyczajami, kryje się nie tylko namiętność i żądza, ale też rodzinne tajemnice, uczuciowe i etyczne dylematy. Czy warto? Według mnie tak. Trzy pierwsze, emitowane już odcinki są do obejrzenia na player.pl, a każdy kolejny można obejrzeć w niedziele o 21:30 na TVN’ie.

jesien-pomaga-mi-byc-blizej-siebie

***
Przepraszam, że mnie tu nie ma. Szczerze i prosto z serca. Układam myśli, emocje i staram się wypełniać najbardziej terminowe obowiązki. Jeszcze tu będę, raz w miesiącu na pewno, postaram się nawet dwa. A potem, kiedy wszystko przycichnie, będę tu znów co wtorek. Taką mam nadzieję.
Trzymaj się ciepło i do przeczytania.

Share This: