kierunek: Highlands, Szkocja; [roadtrip] | z gniazdem przez świat

Śliskie drogi, szybkie wodospady, mokra trawa i deszcz. Bardzo częsty. Poza tym czarne dziwactwo o nazwie Marmite, masa owiec i dużo drzew. Długie pasma asfaltu, kilty, kobzy, zdrowy patriotyzm i piękny akcent pomocnych i wesołych ludzi.
Witamy w Szkocji.

O roadtripach już pisałam przy okazji wpisu o cudownej, dzikiej Rumunii. Pisałam już też, że to moja ulubiona forma wypoczynku i już teraz biję się w pierś, kiedy pomyśle ile hektolitrów benzyny wyleję na swoje widzimisię, jak tylko zdam prawko. Do tego czasu jestem, nie oszukujmy się, na pozycji dość komfortowej – mam swoich prywatnych szoferów-abstynentów, którzy zajmują się trzymaniem kierownicy, kiedy ja trzymam w jednej dłoni kieliszek wina, a w drugiej mapę i nawiguję. Żyć nie umierać.

kierunke szkocja roatrip z gniazdem przez swiat
Do Szkocji pojechałam na Sylwestra. Chciałam odpocząć, pomyśleć i popisać, siedząc w aucie i wdychając te mokre powietrze. Klasa maturalna, nawet dla osoby posiadającej tak ambiwaletny stosunek do egzaminów jak ja, potrafi być ciężarem psychicznym, a ja chciałam na chwilę pozbyć się całego tego skumulowanego stresu. Dlatego nie umoczyłam nawet najmniejszego paluszka w organizacji tej wycieczki, a moim jedynym zadaniem był wybór wina, które będziemy pić wieczorem.

O Szkocję, a właściwie o wpis na temat tego wyjazdu, dostałam zapytanie na instagramie. Nie pisałam wcześniej o niej z dwóch powodów – po pierwsze, dopiero zeszłomiesięczna Praga zamknęła mój wakacyjny, europejski wyjazd, o którym pisałam w ciągu, dodając wpisy kolejno po sobie. A po drugie, w Szkocji zwiedzałam bardzo niewiele, żeby nie powiedzieć, że nie zwiedzałam w ogóle. Nie chciałabym, żeby część z Was była zawiedziona – nie napiszę tu o punktach must see, które znajdziecie w przewodniku. Co pewnie nie będzie dla większości z Was zaskoczeniem, bo w poprzednich wpisach często zaznaczałam, jak bardzo nie lubię tłumów turystów i tłocznych miejsc. Nie napiszę też nic o Edynburgu, w którym, prawdę mówiąc, tylko spałam po imprezie. Ale podam Wam piękne punkty na mapie Szkocji, które warto odwiedzić – na przykład przy okazji wycieczki objazdowej.

Zapinajcie pasy i zaczynamy!


Ten wyjazd był dla mnie naprawdę ważny, bo dawał mi możliwość postawienia kolejnego kroku ku jakiejś tam samodzielności. Pierwszy raz leciałam samolotem całkowicie sama i prawie całkowicie sama, (nie licząc moich szkockich znajomych), byłam trzy tysiące kilometrów daleko od domu. To było ekscytujące, wolne i po prostu świetne. Nic tak nie rozwija, jak moment polegania wyłącznie na sobie. Polecam każdemu.

Wycieczkę zaczęliśmy od razu po moim przylocie. Traf chciał, że mój samotny lot odbył się w warunkach DOŚĆ KIEPSKICH, bo huragan Barbara (czyli taka wietrzna ja podczas PMSu) zgotował nam niezłe turbulencje. Waliza w trybie instant została wrzucona do vana, czekającego na parkingu lotniska, ja zagrzałam sobie miejsce w wygodnym fotelu ustawiając odpowiednią playlistę i pojechaliśmy na północ.

Do Szkocji pojechałam na Sylwestra, chciałam odpocząć, pomyśleć i popisać, siedząc w aucie i wdychając te mokre powietrze. Klasa maturalna, nawet dla osoby posiadającej tak ambiwaletny stosunek do egzaminów jak ja, potrafi być ciężarem psychicznym, a ja chciałam na chwilę pozbyć się całego tego skumulowanego stresu. Dlatego nie umoczyłam nawet najmniejszego palusza w organizacji tej wycieczki, a moim jedynym zadaniem był wybór wina, które będziemy pić na wieczór.
Pierwszy przystanek to Perth. To dawna stolica Szkocji, a w dodatku od 1998 miasto partnerskie polskich Bydgoszczy. I do Bydgoszczy jest bardzo podobne, bo to po prostu urocza wioska. Mieliśmy zakwaterowanie mniej więcej pośrodku niczego. Wychodząc na spacer, chodziliśmy po wysokich trawach, przeskakiwaliśmy przez jakieś ostatki ogrodzenia, żeby posiedzieć na „plaży” czyli kawałku piaskowej, jeziornej zatoczki. Byliśmy prawie jedynymi goścmi w miasteczkowym hostelu. Bardzo lubię to miejsce, zwłaszcza jak wspominam wieczór przy wspólnym, salonowym kominku, kiedy gospodyni przyniosła nam (lekko wybrakowane) szachy.

Potem spaliśmy kolejno w Aviemore, zimowym ośrodku sportu i Iverness – większej miejscowości, na pewno godnej uwagi. Iverness to baza wypadowa nad Loch Ness, na które (albo na którą!) byłam podekscytowana na długo przed moim przylotem. Jezioro, które zamieszkuje sobie potulna, ale wstydliwa Nessie, jest przerozległe, a żwir bardzo ceglasty. Zostawiliśmy auto na poboczu szosy na dobre czterdzieści minut, bo nie mogłam się napatrzeć (i naszukać). Piękna okolica, a jeszcze piękniejsza kiedy pada i nie ma turystów. Czyli reguła taka, jak wszędzie;) W Iverness znajduje się także zrekonstruowany zamek szekspirowskiego Makbeta. Niestety, nie było mi dane go zobaczyć, ale to będzie dla mnie spory pretekst do powrotu.


Ostatnim przystankiem, przed Edynburgiem, w którym piłam miodową Perłę i oglądałam fajerki, zamiast zwiedzać zamek, było (moje absolutnie ukochane) Glen Coe. Cu-do-wne miejsce, mój szkocki faworyt, który rozkochiwał mnie sobą kilometr po kilometrze. To, co tam się dzieje, jest całkowicie nie do opisania. Lało jak cholera, zaliczyliśmy akwaplantację, ledwo uchodząc z życiem, ale było całkowicie warto. To niesamowite miejsce na tyle, że brakowało mi go zaraz po wyjedźcie z obszaru miasta.

Dodatkowo, nocowaliśmy w hotelu położonym prawie całkiem pod mostem. Okno pokoju wychodziło na wodę i nie wiem czy kiedyś będę w stanie zapomnieć moment, kiedy ustawiliśmy wielkie fotele, obite szkocką kratą, w kierunku parapetu i patrząc na te cudowne widoki, piliśmy wino w plastikowych kubeczkach posklejanych taśmą izolacyjną. To zdecydownie moje najmocniejsze i najpiękniejsze wspomnienie z wyjazdu do Szkocji.

Szkocja uwiodła mnie kompletnie i całkowicie. Ja kocham wilgoć i kocham deszcz, uwielbiam niezbyt wysokie temperatury i mgłę. To zdecydownie mój klimat i już zaczęłam za Szkocją tęsknić, dlatego wstępnie planuję wyjazd tam we wrześniu. Jeżeli się uda, możliwe, że ucieszę wszystkich tych, którzy oczekiwali przewodnika po turystycznych perełkach, ponieważ planujemy zwiedzać stolicę.

Wszystkie zdjęcia z wyjazdu na moim instagramie są otagowane hasztagiem #zgniazdemprzezświatSCOTLAND. Pozostałe kraje, opsiane w cyklu, znajdziecie pod hasztagiem ogólnym, albo konkretnym – dodając na końcu nazwę danego państwa.

Byliście w Szkocji? A może planujecie jakąś wycieczkę na Wyspy?
Dajcie znać!

Share This: