kierunek: Praga, Czechy | z gniazdem przez świat

Przyjaźni, podobni do nas ludzie, mimo burzliwych, piastowskich jeszcze początków współpracy (wojny polsko czeskie 1002-1018, pamiętamy [*]). Malownicze uliczki, radosny gwar, dobre piwo, smażony ser i hałas wesołych rozmów.
Witamy w Czechach

Praga była naszym ostatnim, zeszłowakacyjnym przystankiem po europejskich stolicach. Było tłocznie i głośno, na ulicach spotkaliśmy mnóstwo nowożeńców, świętujących nowy etap w swoim życiu, dużo mimów i grajków. Spędziliśmy tam trzy dni, wynajmując apartament Old Prague Apartment. Winda, podobnie jak w Budapeszcie (link do wpisu o Węgrzech: >>KLIK<<), przyprawiała mnie o zawał serca, ale oprócz niej, to wszystko było w porządku. I, przede wszystkim, wszedzie mieliśmy blisko.

Nie spodziewajcie się po tym wpisie odkrycia nieznanych dotąd zakątków Pragi. Mimo, że była to już „ostatnia prosta” naszej trasy, nie licząc paru godzin w Kolonii, które przespacerowaliśmy czekając na przesiadkę do Gdańska, to dziesięć dni szwędania zrobiło swoje i w Czechach postawiliśmy na najmniejsza linię oporu. Nie wykupiliśmy nawet „Prague Card” dla turystów, postanowiliśmy poodpoczywać i pozwiedzać już dawno utartymi szlakami.

O Pradze zaczęłam czytać już wyjeżdżając z Rumunii (o której pisałam tutaj >>KLIK<<) i już wtedy zaczynała mi się wydawać bardzo zbliżona do polskich, historycznych miast. I tak zwiedzanie zaczęliśmy się od mostu Karola (Karluv Most) – znanego chyba wszystkim, który przebiega nad Wełtawą. Przechodząc przez historyczną kładkę, dotrzemy do Starego Miasta, samodzielnego do prawie końca XVIII wieku. Praski stary rynek – na planie kwadratu, tak jak jest to w Krakowie czy Poznaniu, będzie nam przypominał polskie klimaty. Na rynku warto zwrócić uwagę na historyczny zegar astronomiczny. W okolicach pełnej godziny, odbywa się na zegarze mała „scenka”, w której postacie wychodzą obok mechanizmu, a śmierć wybija kolejną godzinę naszego życia. Widowisko odbywa się o każdej pełnej godzinie, ale w południe jest najbardziej rozbudowane. Na wieżę warto wejść wieczorkiem, żeby poobserwować

kierunek praga, czechy, z gniazdem przez światKolejną praską perełką, jest Katedra świętego Wita (Wacława i Wojciecha). Ten główny kościół stolicy Czech, dumnie stoi na wzgórzy zamkowym Hradczany. Wewnątrz katedry są np.: nagrobki Przemyślidów. To historyczny kościół koronacyjny królów czeskich – ponad Złotą Bramą, przechowywana jest m.in korona św. Wacława i nsygnia innych królów czeskich.

Moim praskim faworytem okazał się Zamek na Hradczanach. Staliśmy w kolejce po bilety jakieś trzydzieści minut, w dodatku w niemożliwym upale, ale było warto. Ten zamek, według Księgi Guinessa, jest największym na świecie, jeżeli liczyć zajmowaną powierzchnię. Dla mnie, jako (wtedy) przedmaturalnego, historycznego świra, to był ważny cel wycieczki, ze względu na wydarzenia praskie z roku 1618, kiedy to nastąpiła druga defenestracja praska i z okna Zamku Królewskiego wyrzucono dwóch namiestników cesarskich. Teraz, przy tym oknie, ustawiony jest znak, zakazujący wyskakiwanie (tudzież defenestrowanie). Czeskie poczucie humoru bardzo w punkt, szkoda, że tego zakazu nie było czterysta lat temu 😉

kierunek praga, czechy, z gniazdem przez światPraga jest piękna, ale dla mnie raczej zbyt turystyczna. Chociaż bardziej urocza i malownicza, niż większość europejskich metropolii. Podążałam za tłumem, jednocześnie nie mogąc jakoś powdychać miasta i poczuć tych ludzi. Masa turystów, setki aparatów i tysiące ulotek o nowych grupowych zwiedzaniach albo kolejnych atrakcyjnych miejscach typu must-see to po prostu nie dla mnie. Może kiedyś wrócę do Pragi, ale na pewno poza sezonem turystycznym.

Ten wpis równoczesnie jest ostatnią częścią składową zeszłowakacyjnego, europejskiego wypadu. To oczywiście nie znaczy, że cykl z gniadem przez świat umarł właśnie naturalnie – mam dla Was jeszcze smaczki z roadtripu ze Szkocji, gastro-przewodniki (po Warszawie i po Gdańsku, o którym już Wam wspominałam). Dajcie znać, jak Wam się podobają te comiesięczne wojaże i czy chcecie poczytać trochę o Koln, Berlinie, Eger czy Szeged. I o czym w ogóle chcielibyście poczytać!

Share This: