przestałam być nastolatką – 20 sukcesów na 20 urodziny! | o tym dlaczego mam takie fajne życie

Naprawdę trochę się tego bałam. Już chwilę po północy szukałam siwych włosów i zmarszczek, a zaraz potem przegrzebałam pół domowej apteczki w poszukiwaniu maści na reumatyzm. W zeszłą sobotę skończyłam 20 lat i, co zabrzmi nierealnie, absurdalnie i całkiem dziwacznie, jest mi z tym absolutnie wspaniale.

Urodziny stały się oczywistym pretekstem do analizy swojego życia. Przecież nie codziennie kończy się dwie dekady. Trzynastego stycznia leżałam pod kołdrą i wyliczałam w głowie rzeczy, które najbardziej mnie ukształtowały. Pare dni wcześniej próbowałam zabrać się do pisania profesjonalnego CV i listu motywacyjnego, co tylko podsyciło we mnie chęć poszukiwań tych małych „sukcesów”. Piszę to w cudzysłowie, bo sukces to dla mnie nie tylko jakieś konkretne osiągnięcie, ale też przeżycie czy zrozumienie czegoś. Definiuję to jako wzbogacajace mnie doświadczenie, dzięki któremu jestem tu, gdzie jestem. To nic materialnego czy czegoś, co łatwo zakwalifikować. Sukcesy są dla mnie głównie na poziomie emocjonalnym i takie też są dla mnie najważniejsze.

Moja przyjaciółka kiedyś mówiła, że każdy ma takie disco na jakie zasłużył. Co sprawiło, że żyje mi się tak fajnie?

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

1. Zaczęłam sama podróżować

To był kamień milowy dla mojej samodzielności i po części odnalezienia własnej tożsamości. Jestem jedynaczką i zawsze byłam oczkiem w głowie, więc przyjęło się, że rodzina chucha na mnie i dmucha. Ciężko było przekonać ich, że jestem gotowa gdzieś wyjechać na własną rękę, pretekstem była na przykład konferencja w Poznaniu. Pierwszy, całkiem samotny weekend był przepustką do większego zaufania, a ja mogłam dać upust swojej indywidualności. Dzięki temu:

2. Nauczyłam się spędzać czas sama ze sobą

Kiedyś tego nienawidziłam. W sumie to dalej nie lubię kiedy w domu jest absolutnie pusto i nawet, kiedy jestem sama i w dodatku mam coś do roboty, to muszę włączyć radio, żeby nie czuć się nazbyt samotnie. Ale mimo to, potrafię czasami odnajdywać przyjemności w chwilach, kiedy mam czas dla siebie i kiedy sama go ze sobą spędzam. Zaczęłam chodzić sama do kina i zabierać się na kawę czy nowo otwartą wystawę. Chodzić na samotne spacery i raczyć się tym, że w końcu mam dla siebie czas. Ta samotność w nadmiarze nie przestała mnie przerażać, ale zaczęłam doceniać małe chwile, które mogę dla siebie samej wynaleźć.

3. Zaczęłam dawać sobie przestrzeń na porażki

Pamiętam, kiedy dostawałam tysiące rad, dotyczących życia, codzienności i radzenia sobie w ogóle. Dowiadywałam się jak się zachować w towarzystwie, jak jeść, jak mówić i jak nie mówić. Jak jeździć na nartach żeby się nie przewrócić i jak biegać, żeby nie być drugą na mecie. Słuchałam o tym, czego nie mówić przy chłopaku (żeby się nie wystraszył rzecz jasna), o tym, żeby nie brać kredytu i żeby nie wychodzić za niewłaściwego faceta. Żyjemy w społeczeństwie, gdzie nie ma miejsca (ani czasu) na porażki: dla osób, które je ponoszą, pozostaje margines. Prawda jest taka, że każdy z nas zalicza większy lub mniejsze wpadki i grunt, to się do tego przyzwyczaić. Warto nabrać dystansu, wyciągnąć wnioski i nie zamykać się w sobie ze strachu. Nie da się jednak żyć nie ryzykując. Świat przecież należy do ludzi odważnych, czyli właśnie takich, którzy biorą pod uwagę możliwość niepowodzenia i nie boją się tego. Nawet jakby miałby to być kredyt spłacany do końca życia czy małżeństwo, które czeka rozwód.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

4. Nauczyłam się panować nad emocjami. (Trochę).

Raczej nie należałam do histeryczek, bardziej do wrażliwych osób, o dużej emocjonalności. Bywałam wybuchowa, nie panowałam nad tym, co mówię i właśnie przez to często mówiłam za dużo. Nigdy nie posiadałam umiejętności niewtrącaniasięwnieswojesprawy i angażowałam się w każdy spór. Wiele wydarzeń (nad)przeżywałam, czułam, że w moim sercu rozgrywają się życiowe dramaty, ale powoli staram się to ujarzmić i uspokoić. Uczę się dystansu i tego, żeby dawać sobie chwilę na ochłonięcie. Dzięki temu wyeliminowałam możliwe impulsywne, całkiem nieitencjonalne ranienie osób i przestałam być taką straszną smarkulą.

5. Nie zabiłam w sobie dziecka

Co jakiś czas wspominam, kiedy oglądałam Harrego Pottera czy Jumanji po raz pierwszy. Teraz już nie odczuwam tamtego strachu, nie ma tak silnych emocji. Biegam nad jezioro, nad które kiedyś jechałam rowerem myśląc, że jest to wycieczka co najmniej na koniec województwa. Świat się skurczył, emocje się wystudziły, beztroska minęła, ale, całe szczęście, moja zapalczywość i ciekawość pozostały. Chociaż bywają sytuację, kiedy czuję się dojrzała, bo na pewno nie dorosła, to wiem, że wiele we mnie z tego dziecka pozostało. Nawet mając 20 lat, nie potrafię poradzić sobie w głowie z ludzką krzywdą; nie umiem patrzeć i znosić przemocy, nie toleruję podnoszenia głosu i, od małego, jestem idealistką. Dobrze mi z tym, z wiarą, że świat może być lepszy i nawet jeżeli jest to naiwne, to na pewno nie chciałabym się tego pozbyć.

6. Nauczyłam się prosić o pomoc

Tak naprawdę, moja nauka trwa wciąż i nieustannie. Ale teraz już łatwiej przechodzi mi przez gardło wyznanie, że sobie nie radzę, czy przyznanie się samej siebie, że wzięłam na siebie za dużo. Zaczynam rozumieć, że nie wszystko jest sprawą życia i śmierci, a ja nie muszę zostawać z każdym problemem sam. Czy że prosząc o pomoc wcale się nie narzucam, nie robię też z siebie ofiary. Jestem człowiekiem, który ma swoje granice i to ludzkie, że są rzeczy, które mają prawo mnie przerastać. A ja mam prawo sobie z tym nie radzić.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

7. Pomagam, kiedy potrafię i mogę

Zostałam wychowana tak, że jako mała dziewczyka wpadałam do osiedlowego sklepu z głośnym DZIEŃ DOBRY. Wszyscy się wtedy uśmiechali; i klienci i pani kasjerka i tym oto sposobem zaskarbiłam sobie sympatię wielu ludzi w mojej miejscowości. Zostałam też wychowana tak, że pomagam kiedy jestem w stanie, więc nie mogę nie kupić głodnemu jedzenia czy nie wysłuchać osoby, która ma problem i zaufała mi na tyle, że chce się z nim podzielić. (Także dlatego nie bójcie się do mnie pisać; na wszystko odpiszę i postaram się pomóc, jeżeli tylko będę mogła. Możecie pisać w komentarzach, na maila, do skrzynki na fanpage’u czy na DM na instagramie!)

8. Miałam złamane serce. Ale przeżyłam i mam się dobrze. A może i lepiej!

Podobno what doesn’t kill you makes you stronger, ale nie byłabym do końca tego taka pewna bo mimo swoich doświadczeń, w mojej naturze leży naiwność i ufność. Kiedy okazało się, że ulokowałam uczucia niezbyt fortunnie, czułam się nie tylko oszukana, ale również najzwyczajniej głupio, że dałam się tak wycwanić. Koniec końców, wiem, że wszystko dzieje się po coś, a ja teraz jestem tak szczęśliwa, jak dawno nie byłam. To wydarzenie trochę mnie pocharatało, ale jestem dumna z tego, że przeżyłam swoje nastoletnie załamanie (no i że zdążyłam z tym przed 20-stką!).

9. Moja wrażliwość została spotęgowana (po odwiedzeniu Auschwitz)

To raczej coś, czego skutków nie byłam w stanie przewidzieć. Razem z piątką super dziewczyn z mojej licealnej klasy, uczestniczyłyśmy w szkolnym projekcie dotyczącym „sztuki i literatury w obliczu Holocaustu”. To było moje pierwsze zetknięcie z Zagładą; pierwsze tak dogłębne, bolesne i wstrząsające. Po cyklu spotkań i wykładów, pojechaliśmy zwiedzać muzea w Berlinie i Warszawie, a potem odwiedzić obóz w Auschwitz. Chodzenie po tym terenie zajęło nam w sumie osiem godzin i było jednym z większych wysiłków w moim życiu. Zawsze byłam wrażliwa, ale tego, co przeżyłam wtedy, raczej nie umiem tego opisać. Po zakończeniu projektu nie umiem spojrzeć na Szoah inaczej; bez drżenia i napływających łez.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

10. Przeżyłam jeden z lepszych wieczorów swojego życia. I to w roli damy!

Studniówka jest, przynajmniej w ogólnym mniemaniu, imprezą dla maturzystów, którzy chcą sie napić na przypale. Dla mnie była pretekstem do kolejnego przekroczenia swoich granic i przetestowania istnienia swojej kobiecości. Nigdy nie byłam dobra w byciu dziewczyną. Nie umiem się ani malować ani ubierać, a co dopiero panować nad mimiką, manierami i, co gorsza, nad słowami. Jako dziecko latałam po drzewach, zaliczałam kolejne siniaki i grałam w piłkę, więc tak naprawdę nigdy nie byłam damą. Nie chciałam tańczyć, bo nie umiem, ale finalnie prowadziłam naszego klasowego poloneza. W dodatku w sukni do ziemi, z pełnym makijażem i upiętymi włosami. Wyglądałam jak księżniczka, tańczyłam w szpilkach do trzeciej nad ranem, dałam radę i jest mi z tym super.

11. Zaczęłam lubić to, kim jestem. Także to, że jestem kobietą

Tak naprawdę to nie pamiętam kiedy przed pójściem do liceum ubrałam spódniczkę czy sukienkę z własnej woli. Niespecjalnie się lubiłam; nie cieszył mnie ani biust, ani za wąskie biodra ani całkowity brak talii. Ale dzięki paru osobom i paru wydarzeniom (także tej studniówce!), zaczęłam lubić to kim jestem i być z tego zadowolona. Czytając historie o silnych kobietach, które całe swoje życie poświęcały na zmienianie świata – i swojej pozycji – czy trzymając transparent wśród wściekłych dziewczyn ubranych na czarno, jestem dumna, że do nich należę. Że drzemie w tym – w nas- taka siła, która przez lata była zadeptywana, a teraz ma szansę wybuchnąć. Może i nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką, tylko energiczną dziewuchą, ale nie wydaje mi się, żeby to było coś gorszego.

12. Rozebrałam się przed kamerą. I wcale nie było mi wstyd

Pare lat temu byłoby to dla mnie nie do pomyślenia. Pamiętam jak w gimnazjum nawet ściąganie koszulki na wuefie było dla mnie sytuacją niekomfortową; robiłam to zawsze w jak największym pośpiechu, w dodatku twarzą do ściany. W listopadzie zdjęłam nie tylko sweter, ale też czający się pod nim tiszert i stanik. Dałam sobie, a raczej swoim cyckom, zrobić zdjęcia, które później ukazały się w internecie. Nie było mi głupio ani przez moment, wręcz przeciwnie! Udowodniłam sobie, że potrafię i że nie muszę wyglądać jak rodem z fotoszopa, żeby móc się pokazać nago. W dodatku w szczytnym celu! (Link do mojego tekstu, do którego były robione zdjęcia, znajdziecie >>TUTAJ<<)

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

13. Wydawałam gazetę! Taką całkiem serio!

A morze? News, kwartalnik dla gdańskiej młodzieży drukowany w 3500 egzemplarzach, którego byłam redaktorką naczelną, uważam za swój spory sukces. Cały projekt, którego byłam nie tylko koordynatorką, ale też inicjatorką, składał sie z wielu wspaniałych osób, z którymi kontakt mam do dziś (i którzy, dla przykładum wysyłaja mi mega wzruszające życzenia urodzinowe. I to SMSEM! Pozdrawiam Ulson!). Sprawdziłam się w roli lidera, poznałam kilku wspaniałych osób i zgromadziłam redakcję złożoną z naprawdę utalentowanych, młodych ludzi. To było świetne doświadczenie i uznaję je za swój sukces na każdym możliwym polu. Także tym dziennikarskim, bo w międzyczasie:

14. Napisałam swój pierwszy artykuł do gazety. I w dodatku mi za to zapłacili!

Z tym akurat wiąże się śmieszna historia. Uczestniczyłam w projekcie jednej z bardziej poczytnych gazet. Całość kończyła się wymaganym ode mnie tekstem. Najlepsze z podesłanych materiałów miały zostać opublikowane. Swoj tekst napisałam, wysłałam nawet przed deadlinem, ale nie byłam jakoś ultra zadowolona i szybko o sprawie zapomniałam. Jakieś dwa miesiące później, napisała do mnie koleżanka (serdecznie pozdrawiam Marti!), wysyłając zdjęcie mojego artykułu wydrukowanego w gazecie. To była jedna z większych satysfakcji, przynajmniej z rodzaju tych pisarskich, jakich kiedykolwiek doznałam. Mogę z czystym sercem potwierdzić powszechnie panującą opinię, że pieniądz otrzymany za to, co lubimy robić, cieszy najbardziej.

15. Mówiłam to co myślę i potrafiłam głośno manifestować to kim jestem

Jestem dość wyraźną osobą, czasami nawet zbyt wyraźną. Pamiętam okolice czarnego protestu, kiedy przychodziłam do szkoły ubrana na czarno, z drucianym wieszakiem wpiętym w sweter na sposób Beaty Szydło. Odbyłam wiele (niepotrzebnych) dyskusji, broniąc swoich poglądów, uczestniczyłam w całej masie tzw. „gównoburz”, które były czasem całkiem zbędne. Pisałam odważnie: o molestowaniu, gwałcie, liczbach w seksie czy okresie. Część mojej rodziny dalej uważa, że „niepotrzebnie to wszystko piszę w internecie!”, ale osobiście uważam, że czasami trzeba być radyklanym. Żadnej z rzeczy nie żałuję, mimo, że bywałam porywcza i nazbyt emocjonalna. Ale za to nie będę nikogo przepraszać.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

16. Przestałam chcieć zmieniać się na siłę czy zmieniać się dla kogoś

Dużo czasu żyłam w presji. Jestem brunetką, można to łatwo zaobserwować patrząc na moje ciemne brwi po mamie. Mogę ogolić nogi i dwa dni później nowe włoski już będą widoczne. Zawsze spędzałam pod prysznicem 200% czasu, tylko po to, żeby nie został ani jeden włosek. No bo co sobie ludzie pomyślą? Że jestem jakąś wojującą feministką?! Teraz wiem, że powinni pomyśleć, że jestem po prostu normalną dziewczyną i najwyraźniej będą musieli się z tym pogodzić. Nigdy nie byłam i raczej nigdy nie będę kobietą-perfekcją; zdarza mi się nie wydepilować, nie pomalować, nie umyć włosów czy nawet przeciecNie można dać się zwariować. Lubię siebie taką jaką jestem i nauczyłam się nie ulegać presji. Chociaż:

17. Polubiłam zmiany

Pod koniec września ścięłam włosy o 18 centymetrów. Chwilę przed sylwestrem podcięłam jeszcze sześć. Zrobiłam gruntowne porządki w swoich relacjach i w wielu mniejszych aspektach posprzątałam (i pozmieniałam) swoje życie. Przestałam sie bać poszukiwania własnej ścieżki i wydeptywania szlaków. Oczywiście, że łatwiej prowadzić ustabilizowane, niezakłócone niczym życie i trzymać się kurczowo swoich codziennych rutyn. Wtedy przynajmniej nikt się nie czepia. Ale zmiany od czasu do czasu są nam potrzebne; odświeżają nasze głowy i serca i pozwalają nam nabrac dystansu.

18. Przestałam myśleć o pieniądzach

Nigdy tego nie lubiłam. Nie jestem jakimś kryzusem ani dzieciakiem bogatych rodziców. Oczywiście, że jest raczej lepiej niż gorzej, ale to nigdy nie zwalniało mojego sumienia z chęci do pracy wtedy, kiedy mogę. Ale w ogóle nie lubię tematu pieniędzy ani niczego co jest z nimi powiązane: nienawidzę robić przelewów czy załatwiać spraw w banku. W zeszłym roku po raz pierwszy w życiu zgubiłam portfel; zostawiłam go w autobusie. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że najbardziej mi szkoda nie pieniędzy czy kart, nawet nie dokumentów, ale jednej ważnej pamiątki, która była w środku. Zawsze uważałam, że to nieprawda, że pieniądze szczęścia nie dają – są nie tylko potrzebne, ale też niezbędnę do (godnego) funkcjonowania. Ale od kiedy podążam za myślą, że pieniądze są po to, żeby je wydawać; (i na przykład daję napiwki kelnerkom czy kelnerom, nie będąc polską grażyną), żyje mi się dużo lepiej i łatwiej.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie

19. Uwierzyłam w dobro i w ludzi. No i w karmę

Portfel, który wtedy niefortunnie zostawiłam na autobusowym siedzeniu, został mi oddany. Odebrałam go od kierowcy godzinę później, kiedy wykonywał drugi kurs i stanął ponownie na moim przystanku. Nie ubyło w nim ani złotówki, a moja pamiątka była na swoim miejscu. To tylko jedna z niespodziewanych dobroci, która mnie spotkała. Wracając do karmy, z ekonomicznego punktu widzenia, jest to bardzo opłacalne założenie. Dając dużo dobroci, może otrzymamy tyle samo w zamian. A przynajmniej na pewno nie wyjdziemy na tym źle. Możliwe, że karma okaże się czymś, co powstrzyma nas od sprawienia komuś przykrości – historia wielokrotnie pokazała, że groźba „kary” czy też swoitego „odwdzięczenia” za złe uczynki, działa na ludzi niczym efekt Placebo. Jeżeli w grę wchodzi czyjeś szczęście – czy to nasze czy drugiej osoby – warto sięgnąć do tej filozofii i obliczyć opłacalność dobra.

20. Robię coś, co daje mi dużo radości, co robię sama i co dotyka innych ludzi

Blog, który ma już rok, to mój pierwszy samodzielny, tak duży projekt. Nie spodziewałam się aż takiego rozpędu, ale cieszy mnie to codziennie. Bywają wpisy, po których dostaje dużo wiadomości, czuję, że dotykam czegoś, co jest bliskie nie tylko mi. I że jest to potrzebne. Zdarzały się historie, kiedy pisały do mnie osoby ze szczerymi wyznaniami i podziękowaniami, za słowa, które przeczytały na migoczącym ekranie swojego smartfona. Poczucie robienia dobra to jedno z najlepszych rzeczy, jakie mi się przytrafiły – i przytrafiają cały czas. Właśnie dzięki Wam.

przestalam-byc-nastolatka-20-sukcesow-20-urodziny-o-tym-dlaczego-fajne-zycie
Czy kogoś w ogóle obchodzi to, co osiągnęłam i to, czego się nauczyłam? Nie wiem. Ale pomyślałam, że może być to motywujące. Mnie sukcesy innych motywują, cieszą i pchają z niemożliwą siłą do przodu.

No bo, skoro mi się udało i skoro ja uważam swoje życie za naprawdę udane i fajne, to przecież byłoby super, gdyby było nas takich więcej, prawda?

*
A moje ubiegłoroczne podsumowanie – wpis na 19-ste urodziny – znajdziecie tutaj: >>KLIK<<

Share This: