#selfcare – 10 oczywistych rzeczy, które pomogą Ci poczuć się lepiej | o tym, że samomiłość to czasem bolesny kopniak w tyłek i o tym kiedy #selflove jest dla nas destrukcyjny

Przykazanie miłości głosi: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Problem w tym, że bardzo często realizujemy jedynie pierwszą część tego sztandarowego hasła katolicyzmu. Wychowani niemal w społecznej ascezie, kiedy uczono nas, żeby dzielić się wszystkim i dawać z siebie tyle, ile tylko możemy, bywa, że nie zostawiamy dla siebie ani odrobiny ciepła, rozdając je wcześniej wszystkim wokół. Między innymi przez to, tak bardzo cieszy mnie to, że selflove – „samomiłość” – stało się popularne i może nawet modne. A my, cały czas dbając o innych, będąc pełnymi empatii, ciepła i wsparcia, nie zapominamy o sobie.

Sama jestem strasznym leniuchem i czasem dużo rzeczy mi się nie chce. Siedzę bez prysznica, w dużej bluzie, z niezbyt czystymi, związanymi włosami i stukam w kolejne literki na laptopie. Bywa, że otworzę sobie wiśniową colę i czipsiorki, żebym miała jakieś towarzystwo podczas oglądania filmu. Przychodzi moment, kiedy, patrząc na to wszystko z dystansu, zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Ale wtedy przypominam sobie o self-love. No bo przecież warto kochać siebie i sprawiać sobie małe przyjemności. Z tym że to nie do końca tak powinno wyglądać.

Self-love to nie niedbanie o siebie. To nie pożeranie tysięcznego pączka w rozciągnętych dresach. Self-love nie jest też wytłumaczeniem lenistwa. To, wbrew pozorom, nazywa się autodestruktywnością i prowadzi nie tylko do problemów – na przykład z cerą, wagą czy tych zdrowotnych, ale także do depresji. Self-love to self-care; to samodbałość, o której często zapominamy, skupiając się na stałym usprawiedliwianiu siebie i mówieniu sobie, że to nam się należy. (Pisząc „to” mam na myśli wszystkie „przyjemności”, którymi się obdarzamy, a które, koniec końców, nie są dla nas ani zdrowe ani dobre.)

selfcare-10-oczywistych-rzeczy-ktore-pomoga-ci-poczuc-sie-lepiej-o-tym-ze-samomilosc-bolesny-kopniak-tylek-o-tym-selflove-dla-nas-destrukcyjny

Przeglądając ostatnio tumblr, znalazłam pare wskazówek dotyczących self-care*. Nie są urocze czy milusie; nie głaszczą nas po głowie, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Poniższe wskazówki nie radzą, żebyśmy żyli zgodnie ze sobą na tej zasadzie, że jeżeli mamy ochotę na trzy litry lodów, to prawdopodobnie nasz organizm ich potrzebuję, a tak w sumie to co nam szkodzi. Te porady zmuszają nas do działania i jest duża szansa, że sprawią, że będziesz mógł poczuć się lepiej.

1. Każdy z nas ma swoje guilty plesaure. Ale to nie znaczy, że trzeci raz w tym tygodniu powinnieneś jeść nuggetsy.

Kiedy ostatnio jadłeś coś zdrowego? Bywa, że nie jesteśmy sobie tego nawet przypomnieć. No bo przecież po ciężkim dniu zasłużyliśmy na nagrodę-przekąskę czy kolejną już puszkę coli. Tzw. guilty pleasures polegają na tym, że raz na jakiś czas możemy pozwolić sobie na niezbyt zdrową przyjemność. Witaminy i proteiny to coś czego Twój organizm potrzebuje, a czego nie znajdzie w czipsach czy czekoladkach. Zjedz jakiś owoc czy garść orzechów. Jedzenie tych smacznych, ale i zdrowych rzeczy, najlepiej zamienić w nawyk i włączyć go do naszej codzienności.

2. Wino, gazowane napoje czy piwko – w sam raz do filmu, który zamierzasz obejrzeć wieczorem – to nie są płyny, których oczekuje od Ciebie Twoje ciało. Nawadniaj się – dużo i często.

Dorosły człowiek powinien pić co najmniej dwa litry wody dziennie. Sama często nie wypijam aż tyle, ale coraz bardziej staram się zabierać ze sobą na uczelnię butelkę, którą co jakiś czas napełniam w łazience (woda w Gdańsku jest w większości zdatna do picia). Pijąc dużo wody czuję się lepiej – lżej, zdrowiej, moja koncentracja jest o wiele lepsza. Dlatego nawadniam się, kiedy czuję się zmęczona albo całkowicie niekreatywna. To pomaga i jest dla Ciebie dobre. Serio!

selfcare-10-oczywistych-rzeczy-ktore-pomoga-ci-poczuc-sie-lepiej-o-tym-ze-samomilosc-bolesny-kopniak-tylek-o-tym-selflove-dla-nas-destrukcyjny

3. Kiedy ostatni raz brałeś prysznic?

Wiem, co niektórzy z Was powiedzą; codzienny prysznic wcale nie jest tak dobry dla naszej skóry i nie myją się dla zdrowia. Nie chodzi tu nawet o higienę, o którą można dbać bez codziennego natrysku, ale prysznic pobudza receptory znajdujące się w naszej skórze. Czujesz się niedobudzony czy zmęczony? Weź zimny prysznic. Wiem, że boli. Jestem niskociśnieniowcem i często, przez pogodę czy biometr, nie mam fizycznie siły żyć. Szczerze mówiąc, nie mam za bardzo czasu na takie niechęci, a zimna woda idealnie orzeźwia. Czasami po prostu trzeba zagryźć zęby. Jesteś zestresowany? Ciepły prysznic zadziała relaksująco. Czując, jak ciepła – lub gorąca – woda napiera na moją skórę, czuję się natychmiastowo miękko i dobrze. Pójdz po ręcznik i wskakuj do kabiny.

4. Twój telefon jest zaśmiecony nieprzeczytanymi wiadomościami. Odczytaj je i odpisz tym ludziom.

Często nie mam czasu komuś odpisać, później o tej wiadomości zapominam, a potem już mi się nie chcę, bo głupio tak po czterech miesiącach milczenia nagle komuś odpowiedzieć. Co jest raczej oczywiste: pewnie, że głupio, bo kogoś olałam! Odwlekanie tej sprawy jest jak zamiatanie problemu pod dywan; nie pomaga i stale będziesz miał to z tyłu głowy. Takie wiadomości czy powiadomienia, które „wiszą” Ci w telefonie są niewygodne i kumuluja w Tobie stres. Poświęć teraz dziesięć minut na przejrzenie telefonu i próbę naprawy tej sytuacji. Poczujesz się lepiej, kiedy to zrobisz i nie będziesz miał żadnych zaległych spraw do wykonania.

selfcare-10-oczywistych-rzeczy-ktore-pomoga-ci-poczuc-sie-lepiej-o-tym-ze-samomilosc-bolesny-kopniak-tylek-o-tym-selflove-dla-nas-destrukcyjny

5. Założę się, że są u Ciebie ubrania (prawdopodobnie na podłodze, łóżku czy krześle) czekające na pranie. Możliwe, że łącznie z bluzą, którą właśnie masz na sobie.

Do mojego łóżka na przykład nie da się przejść. Wykładziny po prostu nie widać. Moja babcia stale zwraca mi na to uwagę, a ja co jakiś czas staram się zgarniać całość i znosić do kosza na brudną bieliznę. Sprzątanie oczyszcza; czyści nie tylko określone przestrzenie, ale też zakamarki naszej głowy. Działa uspokajająco. Pamiętajmy, że najczęściej nie czujemy swojego zapachu – nos szybko się przyzywczaja i przestaje go zauważą. Dlatego, jeżeli sprzątniesz i zrobisz pranie, istnieje większe prawdopodobieństwo, że nie założysz na siebie nie do końca świeżej odzieży.

6. Twój pokój jest prawdopodobnie za ciemny i dlatego wpędza Cię w lekkie stany depresyjne. Podnieś rolety.

Wiesz dlaczego kolor niebieski prawie w ogóle nie występuje w reklamach produktów spożywyczych? Bo podświadomie działa depresyjnie. Jest barwą smutną, na pewno nie wpływającą dobrze nie tylko na Twój apetyt, ale także na samopoczucie. Przez zasłonięte rolety, światło nie ma prawa dotrzeć do Twojej przestrzeni i trochę ją ogrzać, a Ty prawdopodobnie czujesz się zmęczony.

7. Wyjdź na dwór. Chociaż na pare minut.

Potrzebujesz nie tylko świeżego powietrza, żeby nie bolała Cię głowa, ale także jest Ci niezbędna witamina D. Jezęli nie jesteś fanem ekstremalnych czynności – np.: chodzenia, możesz po prostu gdzieś usiąść i poodychać. Twój pies na pewno się ucieszy, jeżeli będzie mógł Ci potowarzyszyć, a, nie oszukujmy się, jego radość przekłada się w jakimś stopniu na Twoją radość. Upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu, a ja się nie obrażę, jeżeli resztę wpisu doczytasz, jak już wrócisz ze spaceru.

8. Talerze czekające w zlewie pewnie dopraszają się o Twoją uwagę od dłuższego czasu

Nie chodzi tu o bycie perfekcyjnymi domownikami czy odpowiedzialnymi, dorosłymi ludźmi. To kolejna czynność którą być może omijasz szerokim krokiem, a która z tyłu głowy kumuluje stres. Czytając „Jak oni pracują” Agaty Napiórskiej dowiedziałam się, że wielu artystów uwielbia to zajęcie; jest dla nich nie tylko odstresowujące, ale też bywa inspirujące. Podczas tej dość obślizgłeś czynności może wpadniesz na genialny pomysł, wynajdziesz lek na raka czy zaczniesz w głowie nowy, obiecujący projekt? Nie wiadomo, ale na pewno odhaczysz coś, co już zdążyło trochę pozalegać, a teraz  prawdopodobnie apsiruje do stania się kolejną sławetną piramidą albo jest już na etapie wytwarzania nowego życia. Zajmując się brudnymi naczyniami przynajmniej nie będziesz musieć omijać zlewu szerokim łukiem, żeby nie mieć wyrzutów sumienia.
selfcare-10-oczywistych-rzeczy-ktore-pomoga-ci-poczuc-sie-lepiej-o-tym-ze-samomilosc-bolesny-kopniak-tylek-o-tym-selflove-dla-nas-destrukcyjny

9. Poświęciłeś sobie dziś czas? Co z Twoimi zębami, włosami i skórą?

Większość facetów zignoruje ten punkt, bo przecież nie są babami, żeby się pindrzyć. Jak to Radek Kotarski by powiedział – nic bardziej mylnego! Każdy z nas, niezależnie od płci, potrzebuje pielęgnacji. Codzienne mycie zębów, przeczesanie włosów to obowiązkowe punkty w naszych rutynach, ale warto też poświęcić trochę czasu naszym ciałom. Co mówi Tobie Twoja skóra? Może jest sucha i potrzebuje odpowiedniego nawilżenia? Może pojawiły się wypryski, żeby zasygnalizować Ci konieczność zmiany diety? Kosmetyki, tak jak jogurty, nie muszą mieć etykietki „MEN”, żeby mogli je używać faceci. To niczym nie grozi, męskie przyrodzenia pozostaną na miejscu, serio. A bycie zadbanym jest nie tylko seksowne, ale zdrowe dla każdego z nas.

10. Kiedy ostatnio robiłeś badania kontrolne?

Tak wiem, jesteś młody i całkiem zdrowy. Czujesz się jak młody bóg i zapewne nie pamiętasz, kiedy byłeś ostatnio u lekarza nie z powodu chwilowego przeziębienia czy potrzeby wypełnienia bilansu do swojej szkoły. Prawda jest taka, że młodzi też chorują i to najczęściej, niestety, nic o tym nie wiedząc. Przeświadczenie, że coś nas nie dotyczy – w tym wypadku właśnie choroba – jest o tyle niebezpieczne, że usypia naszą czujność i pozwala nam ignorować możliwe objawy, uznając je za coś przelotnego. Postaraj się znaleźć trochę czasu i zrób badania. Wizyty kontrolne jeszcze nikogo nie zabiły. Wręcz przeciwnie – to właśnie one moga nam uratować tyłek. I życie.


Self-care
to nie tylko maseczki, spa i self-treating. Nie tylko pomalowanie sobie paznokci, długa kąpiel z zapachowymi świecami i kieliszkiem wina. To także nieustanna dbałość o siebie i zapewnianie sobie komfortu – także myśli. To wyeliminowanie stresu, który czai się w błahostkach. Wykonanie wszystkich zaległych czynności; odpisanie na stare wiadomości, zrobienie prania czy umycie naczyń leżących w zlewie, naprawdę pomoże nam w tym, żebyśmy nie działali na siebie destrukcyjnie. Nie można mówić o self-love, kiedy akceptujemy swoje ciało, nie płaczemy widząc się nago w lustrze i co jakiś czas zrobimy sobie maseczkę, ale tak naprawdę jesteśmy pogrążeni w depresji czy wielkiej niedbałości; kiedy najzwyczajniej w świecie nie okazazujemy sobie samemu ciepła. Każdy z nas powinien poświęcić sobie – i swojej głowie i sercu i ciału – wystarczająco dużo czasu w tygodniu. Bo, koniec końców, to my będziemy ze sobą na stare lata, nikt inny. I jeżeli o siebie nie zadbamy, to nikt tego za nas nie zrobie.

Oczywiście, że warto pokochać się takimi, jakimi jesteśmy. Ale warto też dbać o to, żebyśmy byli swoją jak najlepszą i jak najzdrowszą wersją. I tego nam wszystkim życzę.

*
*post, o którym piszę, krążył po wielu kontach, (w dodatku w różnych wersjach), ciężko więc jest ustalić faktycznego autora. pierwotną autorką, której rady pozwoliłam sobie przetłumaczyć, wydaje się być queerenwalkerr 🙂

Share This: