niebieski wieloryb i tragiczne #f58 | witamy w oceanie samobójców.

O Blue Whale Challange usłyszałam w zeszłym tygodniu. Na to – czyli na grę w samobójstwo, machnęłam ręką, bo mitów i głupich zabaw w internecie jest pełno. Ale przejęłam się tym, kiedy usłyszałam, że to podobno rzeczywiście działa i zebrało już krwawe żniwo.

Nie ma ucieczki

Myślałam, że ze świata zwierząt tylko lemingi popełniają samobójstwa, kiedy widzą, że jest ich w stadzie za dużo. Okazało sie jednak, że wieloryby także to robią, ale zamiast zeskakiwać z wysokiej skarpy, wyskakują na brzeg, w celu zakończenia swojego marnego, wielorybiego życia.

Moda na zainspirowanie się tymi wielkimi waleniami zaczęła się w 2016 w Rosji, w której według The Sun, odnotowuje się liczbę 130 nastolatków, którzy popełnili samobójstwa. Wchodząc w „grę” (chociaż to średnio odpowiednie określenie), zostajesz uprzedzony, że Twoja 50 dniowa przygoda zakończy się razem z Twoim życiem. Że o Twoich zadaniach nikt nie może się dowiedzieć i że nie możesz się wycofać. Ponieważ oni będą mieli wszystkie Twoje informacje.

Do grona „wybrańców”, czyli takich, którzy zostaną wtajemniczeni i obdarowowani zadaniami, zaliczają się tylko te dzieciaki, które mają beznadziejny kontakt z rodzicami, rówieśnikami i rodziną. Nastolatek, bo zwykle są to dzieci w wieku 12-16 lat, codziennie o 4:20 nad ranem otrzymuje nowe zadanie, którego wykonanie musi udowodnić swojemu „kuratorowi” materiałem wideo lub zdjęciem. Wybijanie z rytmu snu, pogłębianie depresji i namawianie do dalszej izolacji od rówieśników prowadzi do tragicznego finału, bo po całej „zabawie” gracz jest namawiany do wygrania. Ale sukces może osiągnąć tylko w jeden, ostateczny sposób.

Social media i polityka bezpieczeństwa

#F58 to hasztag, który, wedle polecenia, mają użyć gracze. Po tym „tajnym” kodzie, podobno komunikują się z nimi administratorzy w celu zwerbowania.

Zawsze można powiedzieć, że nastolatkowie odcinając się od rzeczywistości i wpadając w depresję sami są sobie winni (bo przecież Zenek mógł nie być taką pizdą, żeby przejmować się tym, że paru Sebków nazwało go pedałem pod nowym zdjęciem na Instagramie). Naszym głównym błędem jest jednak to, że zajmujemy się jedynie wskazywaniem problemów, zamiast postarać się je jakoś nieradykalnie rozwiązać. Nastolatek zamknięty w swoim internetowym świecie często potrzebuje pomocy właśnie tam – w sieci, a nie na kozetce psychologa. Nie dlatego, że psycholog nic nie wskóra, ale dlatego, że od własnego pokoju do gabinetu specjalisty jest długa droga, która jest nie do przejścia, jeżeli problemu się nie zauważy.


Instagram i Tumblr przychodzą z pomocą i czasami odwalają kawał dobrej roboty. W takich „ekstremalnych” przypadkach, kiedy zagrożenie zrobienia sobie krzywdy jest bardzo duże, wyświetla się komunikat oferujący pomoc. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że takie wirtualne wyciąganie ręki nie daje nic, tylko potęguje alienację, a internet często jest głównym powodem i polem do rozwijania depresji. Takie zauważanie problemu jest jednak ważne i chwała tym portalom za to, bo możliwe że dla tych ludzi to ostatni moment na zatrzymanie się.

Problem nie polega na tym, że rodzice i otoczenie nie słuchają nastolatków. Problem polega na tym, że słuchają, ale niedokładnie. Siła internetu jest bagatelizowana, tak jak depresja sama w sobie. A chłopcy dodatkowo przyzwyczajeni są do nieokazywania słabości i obowiązku bycia silnymi, bezuczuciowymi samcami (o czym pisałam TUTAJ).

Sygnałów jest wiele

Budzenie się o czwartej nad ranem, żeby przeczytać nowe zadanie, brak snu, odizolowanie od świata, pocięte dłonie, ramiona lub nadgarstki czy nawet rysunki wielorybów, motylków i jednorożców. „Objawów” manii Niebieskiego Wieloryba jest sporo i są dosyć jawne, ale jak to jest z samą depresją, niekoniecznie bezpośrednio powiązaną z grą?

Oceny, zaburzenia snu i odżywiania, nie zmywanie makijażu czy ogromna ilość poduszek w sypialni mogą być małymi czerwonymi lampkami, które pomogą Ci zauważyć, że z drugą osobą coś dzieje się nie tak. Ale żaden „dowód” nie będzie dowodem pewnym, jeżeli z taką osobą nie porozmawiasz i nie pozwolisz jej sobie zaufać i się wygadać. Pomóc możesz na wiele sposobów, ale przede wszystkim, możesz przestać być gnojem.

Ty też czasem pomagasz w samobójstwie

Obserwowałam i obserwuję nadal, zjawisko wszechobecnego hejtu. Widzę, jak jedni życzą drugim śmierci, jak kolejne wyzwiska i obrzydliwe obelgi sypią się w komentarzach. Nie wiem, jak można widzieć, że ktoś ma problem i nie starać się mu pomóc. Ale już całkowicie nie rozumiem, jak można to wykorzystywać i kogoś świadomie krzywdzić.

Widzę ilu osobom sprawia radość to, że ktoś jest słabszy i można to wykorzystać. Widzę to zacieranie rączek przy pisaniu nowego komentarza o tym, że kolega wygląda jak pedał, a koleżanka to zdzira. O tym, że może znajomy powinien się już zabić albo zdechnąć, bo jest obrzydliwy, niepotrzebny i problemem dla rodziców. Nie wiem, cieszy Cię to, że ktoś przez Ciebie odbierze sobie życie? Jesteś w ogóle świadomy tego, że pisząc takie bzdury, przyczyniasz się do czyjegoś samobójstwa? A może jesteś na tyle głupi, żeby powtarzać te bzdety o „naturalnej selekcji”?

Kiedy ponad pięć lat temu oglądałam w kinie Salę Samobójcowpierwszy raz popłakałam się na filmie i chciałam wyjść podczas seansu. Czułam, że fizycznie zwyczajnie tego nie wytrzymam i uderzyło mnie to mocniej, niż thrillery czy sceny z Voldemortem, które oglądałam wtulając się w rękaw mamy. To, że ludzie krzywdzą się nazwajem, ale także to, że ludzie krzywdzą także siebie samych samookaleczajc się, było dla mnie przekroczeniem jakiejś granicy i czymś całkiem absurdalnie niewyobrażalnym. Nie tylko dlatego, że to zwyczajnie wstrząsające i po części obrzydliwe, ale także dlatego, że to przykre, że można aż tak nienawidzić swojego życia i że wśród nas są takie szumowiny, którym zależy, żeby ktoś poczuł się źle. Albo od razu ze sobą skończył. Przykre jest też to, że teraz, już jako dziewiętnastolatka, a nie gimnazjalistka, takie krzywdy stały się to dla mnie czymś całkiem powszechnym.

Ale moja empatia nadal nie jest do tego przyzwyczajona i mówi stanowcze „nie”. Do tego nie trzeba być superbohaterem, Włodkiem Markowiczem czy Gonciarzem. Nie trzeba nagrywać filmiku, mieć ogromnego zasięgu czy siły przebicia, żeby sprzeciwić się hejtowi i przestać krzywdzić innych.

Wystarczy przestać pisać takie okropne rzeczy. Wystarczy przestać życzyć komuś śmierci, a szacunkiem do drugiej osoby wycierać sobie tyłek. Wystarczy zwracać uwagę na obraźliwe komentarze i je zgłaszać.
Wystarczy włączyć mózg i być choć trochę ludzkim.

Share This: