pomysł na city break – wrocław na weekend | gdzie jeść, co robić, gdzie spać? | garść praktycznych wskazówek i WASZE polecenia

Chociaż liczę już aż 20 wiosen, bo czasu nie da się oszukać, to nigdy wcześniej nie byłam we Wrocławiu. Od dawna miałam w planach odwiedzić to miasto, po cichu licząc, że rozkocha mnie w sobie tak samo jak zrobił to Poznań. Niektórzy twierdzili, że wrażenie powinno być jeszcze silniejsze, wyliczając podobieństwa między Wrocławiem, a moim rodzinnym i ukochanym Gdańskiem.

Jak więc podobało mi się w polskiej Wenecji? Co zwiedziłam, czy warto i co warto? Przygotowałam dla Was spis fajnych miejsc, które dobrze zaliczyć podczas citybreak’u, na który Wrocław nadaje się idealnie. To zaczynamy!

citybreak-wroclaw
Wrocław zupełnie odbiegł od moich oczekiwań. Chociaż masa ludzi porównuje to miasto z moim rodzinnym Gdańskiem, to ja nie widzę większych podobieństw niż między Gdańskiem a Malmo czy Kopenhagą. To dla mnie zupełnie różne od siebie przypadki – Gdańsk jest dość ciasny i wąski, Wrocław posiada rynek, ma dużo szersze ulice i więcej przestrzeni. Jest też (DUŻO) bardziej pstrokaty architektonicznie – pierwszym szokiem jaki przeżyłam było zobaczenie postmodernistycznych brzydot zaraz obok starych kamieniczek. Totalnie od czapy domy handlowe stoją sobie obok kolorowych kamienic a te często obok przeszklonych budynków. Przez cały pobyt nie mogłam się temu nadziwić i większość mojej wypstrykanej tam kliszy należy właśnie do tych wrocławskich dziwactw. To całkowicie popieprzone, ale dla mnie pełne uroku i w życiu nie zgodziłabym się na wyburzenie tych budynków – w myśl zasady „co się zobaczyło, to się nie odbaczy” – ja już nie wyobrażam sobie Wrocławia bez tych „perełek”.

wroclaw-citybreak

Kolejny – niemal kulturowy! – szok, jaki przeżyłam dotyczył biletów do komunikacji miejskiej. Bilety do komunikacji miejskiej (a przynajmniej do tramwajów) można kupić bezpośrednio w środku pojazdów. Wrocław, tak jak Warszawa, wprowadził automaty biletowe w środkach komunikacji, więc nie jesteśmy skazani na płacenie gotówką u kierowcy. Mało tego, płacąc kartą kupiony bilet zostaje „zakodowany” na naszej karcie bankowej i w tym przypadku bilety nie są drukowane (ale w automatach biletowych poza środkami komunikacji już owszem). Po przybliżeniu karty do czytnika, byliśmy tak zdziwieni zaistniałą sytuacją, że czekaliśmy dobre parę minut (jak nie parę przystanków), na kartonik, który automat przecież powinien nam wydać! Czekaliśmy wgapiając się w diabelskie urządzenie, nie mogąc do końca zrozumieć, że żaden kanar nie może się do nas przyczepić i że maszyna wcale nie jest zepsuta i nie oszukała nas na pieniądze. Mimo to, uważam, że to naprawdę super ekonomiczne i ekologiczne rozwiązanie! Biorąc pod uwagę fakt, że w Trójmieście jeszcze nie mamy automatów biletowych w środkach komunikacji miejskiej – bardzo zazdroszczę!

wroclaw-citybreak

Gdzie spać?

My wybraliśmy miejsce z pięknym widokiem, bardzo blisko wrocławskiego rynku. W Odra View Apartaments mieliśmy małe lokum (łazienka+kuchnia w połączeniu z salonem, w którym była sofa i łóżko + balkon) na strzeżonym osiedlu. Trafiliśmy na siódme piętro, a widok z balkonu, na którym można było wypić kawę i napisać wpis (ja akurat napisałam ten o travel essentials, który jakiś czas temu ukazał się na blogu – link tutaj >>KLIK<<), rozpościerał się na płynącą obok Odrę. Schodząc na dół, do osiedlowego ogródka, można było widzieć czysto amsterdamski krajobraz – przypięte rowery, płynącą obok rzekę i ludzi siedzących na ławkach przy kawie.

Apartament był wyposażony we wszelkie sprzęty pierwszej potrzeby (mikrofala, toster (!), otwieracz do wina (!!), suszarka, żelazko, odkurzacz czy nawet dodatkowe krzesło). Był ekspres na kapsułki Nescafe i cztery kapsułki dla nas do wykorzystania (a oprócz nich parę saszetek z cukrem i kilka torebek herbaty). Odra View położona 15 minut pieszo od rynku pozwalała na szybkie dojście do innej śniadaniówki niż ta, która znajdowała się na dole bloku (o czym później;). Jednym zdaniem: bardzo polecam!

wroclaw-citybreak

Co zobaczyć?

Wrocław przede wszystkim kojarzy się ze swoim sławetnym ZOO i z Halą Stulecia. W ZOO nie byliśmy (także z pobudek etycznych ;)), a Hala Stulecia zupełnie mnie nie zachwyciła. Pomijając aspekt historyczny, jeżeli ktoś nie gustuje w wielkich, masywnych, betonowych konstrukcjach – nie ma się po co tam wybierać. Chociaż zobaczyć Halę podobno należy (chociażby z racji tego, że Hala Stulecia jest wpisana na listę UNESCO) – ja byłam, mam odhaczone i bez większego powodu raczej tam nie wrócę, bo i nie ma po co.

wroclaw-citybreak

Są za to inne miejsca, które powinno się odwiedzić koniecznie. Moim numerem jeden jest chyba Pawilon Czterech Kopuł, który znajduje się tuż obok wspominanej wyżej Hali. To wspaniałe miejsce, wspaniała przestrzeń i wspaniała sztuka. Trudno jest opisać i ogarnąć to wszystko słowami. Wystawa stała Pawilonu to sztuka polska (rzeźba, malarstwo) 2 połowy XX wieku i XXI wieku. Była Kozyra (jako część świetnej feministycznej całości!), była Abakanowicz i Kantor. Ciekawa jest tez historia tego budynku – od roku 1953 był siedzibą wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych (to właśnie tam powstały tak znakomite polskie filmy jak Popiół i diament Andrzej Wajdy, Rękopis znaleziony w Saragossie Jerzego Hassa czy komedie Sylwestra Chęcińskiego). W 2006 roku Pawilon został wpisany (razem z Halą Stulecia) na listę UNESCO.
Ceny biletów: normalny: 20zł, ulgowy: 15zł, dla uczniów i studentów: 1zł, we wtorki wstęp bezpłatny.

wroclaw-citybreak

Zaliczyliśmy też w Muzeum Współczesne Wrocław (MWW), którego wystawą stałą są Pojęciokształty Stanisława Drożdża (który jest autorem muralu Klepsydra, wiszącego na gmachu Muzeum – to ten instagramowy obrazek, na którego białym tle są czarne zapisane w kształcie klepsydry wyrazy BĘDZIE-JEST-BYŁO czy odwrotnie). MWW nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jakie zrobił na mnie Pawilon, ale naprawdę dobrze (i warto) było zobaczyć prace Drożdża. Na dach Muzeum także można wejść – czy to w celu podziwiania panoramy czy wypicia kawy w kawiarni, która znajduje się na samym szczycie.
Ceny biletów: normalny: 10zł, ulgowy: 5zł, stałe ekspozycje (Archiwum Jerzego Ludwińskiego & Stanisław Dróżdż. Pojęciokształty) – wstęp bezpłatny, czwartki – wstęp bezpłatny. 

wroclaw-citybreak

Kolejnym bastionem sztuki, który grzech byłoby nie odhaczyć było Muzeum Teatru i (niestety niedostępną już wystawę) Dali i Warhol – Geniusz Wszechstronny. Wydarzenie było całkiem nierozreklamowane i trafiliśmy na nie przez zupełny przypadek, więc niech to będzie dla Was drogowskaz: warto sprawdzać co dzieje się w miejscu, do którego jedziemy i trochę o nim poczytać! Chociażby dla takich smakowitości, jaki mi przyszło oglądać w przestrzeni Muzeum Teatru.

wroclaw-citybreak

Polecam też pozachwycać się wszędzie towarzyszącym nam postmodernizmem. Całkowicie się zakochałam w tych brzydkich domach handlowych, które straszą nas na każdym rogu miasta. Z punktu widzenia architektonicznego na pewno warto odwiedzić Narodowe Forum Muzyki (na zdjęciu poniżej). Kolejnym miejscem, które TRZEBA zobaczyć to ulica neonów (ulica Ruska), do której trafiliśmy zupełnie przypadkiem – wracając do mieszkania ostatniego wieczora. Przypomniała mi trochę naszą gdańską ulicę Elektryków, bo wydała się idealnym miejscem na piwo, a jarzące się neony wyglądają naprawdę imponująco!

Kolejną rzeczą, którą według mnie warto we Wrocławiu zrobić to prawie godzinny rejs po wodach „polskiej Wenecji”. Ja osobiście uwielbiam pływać łódką (w ogóle uwielbiam się przemieszczać – czy to autem, czy pociągiem czy samolotem) i niesamowicie mnie to relaksuje. Dostępna jest naprawdę szeroka oferta, a wodnych przewoźników znajdziemy na przykład przy Moście Miłości/Moście Zakochanych. Mosty, notabene, najlepiej oglądać właśnie z poziomu wody – z łódki, albo z rowerowego siodełka. Rower wydaje się być idealny do zwiedzania Wrocławia, kiedy jest ciepło – polecam obczaić wypożyczalnie (albo przyjechać z własnym). Wtedy na pewno poczujemy się prawie tak, jakbyśmy byli w Amsterdamie czy w jakimś ze skandynawskich, nadmorskich miast ;). wroclaw-citybreak
Nie zdążyłam obcykać tych pięknych bloków na Placu Grunwaldzkim ani wjechać na Sky Tower, ale na pewno tam też warto się tam wybrać. Tych bloków żałuję po dziś dzień, ale będą moim największym pretekstem do powrotu do Wrocławia. Nie odpuszczę!

wroclaw-citybreak

Ponadto – OGROMNYM atutem Wrocławia jest ilość wege knajp. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że miałam co jeść i to prawie na każdej ulicy! Nie musiałam wyszukiwać, chodzić nie wiadomo ile, żeby znaleźć dobre, bezmięsne jedzenie. Wrocławiu, robisz to cholernie dobrze! Najadłąm się tam tyle wegepyszności (którymi zajadał się też mięsożerca z krwi i kości), że postanowiłam napisać na ten temat oddzielny wpis, który pojawi się na blogu w przyszłym miesiącu – a na pewno do końca roku. Zbiorę tam wszystko to, co przetestowałam własnym podniebieniem, a także Wasze rekomendacje (tak jak zrobiłam to tutaj), których nie miałam czasu przetestować, ale które gorąco mi polecaliście.

wroclaw-citybreak

Share This: