wszystko nagie oprócz prawdy | o seksizmie, rozczarowaniu i samcach alfa

„Mężczyzna musi mieć na co popatrzeć i za co chwycić” – śmieje się pan Roman, biorąc łyka „Tatry” i patrząc na wychodzące blond piękności z osiedlowego supermarketu. Koledzy, siorbiąc napój bogów, z aprobatą kiwają głową, a oczy mają przylepione do wysuwających się spod kusych szortów kobiecych ud. Gdyby to towarzystwo czytało choć trochę, zapewne zgodziliby się z ojcem Jakubem w „Sklepach Cynamonowych” Schulza, że potrzebne jest „więcej formy, a mniej treści”.

„Mężczyźni są wzrokowcami!”

Golizna atakuje mnie z każdej strony. Nagie kobiety patrzą na mnie z wyuzdanych kalendarzy w warsztatach samochodowych, sklepach budowlanych, mrugają filuteryjnie z atakujących mnie na każdym zakręcie bilbordów. Widząc na okładce politycznego tygodnika nagą kobietę owiniętą w struktury DNA, przewraca mi się w żołądku. I nie chodzi mi tu o tabu czy cenzurę, ale zwyczajnie o to, że, bez względu na to, czy temat dotyczyłby genetyki czy zjawiska kapilarnego, „goła baba” sprzeda się zawsze. A takie chwyty marketingowe i droga myślenia, obrzydzają mnie na tyle, że więcej po „Wprost” nie sięgnę.

Wiem, że człowiek ma w naturze to, że lubi otaczać się pięknem. Każdy z nas chciałby mieszkać w ładnym domu, w ładnej okolicy, mieć ładne ubrania, ładnego partnera, ładne dzieci i ładne życie. Nie kwestionuję tego. Jednak, kiedy zadaję pytanie, dlaczego nie otaczają mnie nagie torsy, tylko zewsząd osaczają mnie jedynie duże cycki, słyszę oburzone: „bo to mężczyźni są wzrokowcami!”. A, faktycznie. To przepraszam.

Prosty samiec alfa

Tak, wiem. Mając nagą lub półnagą, ubraną w kuse ciuszki, piękną panią na tapecie swojego pulpitu w laptopie, czy na ekranie zablokowanego telefonu, myślisz, że dzięki temu zabiegowi, Twój testosteron podskoczył, a Ty emanujesz męskością. I mimo że koledzy, przyklaskując z podziwem, pomyślą, że możesz teraz być legitnym przywódcą ich samczego stada, to muszę Cię rozczarować. Jesteś zwyczajnie prostakiem.

Warto pochylić się nad zasadami kultury, szacunku, ale także dobrego smaku. Na chwilkę zastanówmy się, dlaczego te kalendarze, o których wspominałam trochę wyżej, wiszą właśnie w biednych warsztatach samochodowych, a nie w adwokackich kancelariach? Nie chodzi jedynie o powagę czy prestiż zawodu, ale może o wyższą kulturę i szacunek do klientów? Nie wiem, czy chciałabym zawierzać prawnikowi, który na co dzień nie umie zapanować nad swoim testosteronem. Ale nie wiem też, czy mechanikowi, o takiej samej skłonności do traktowania kobiet obcesowo, chciałabym powierzać swoje auto.

Nie każda jest króliczkiem

Zdarzają się momenty, kiedy czytamy porywająco dobrą książkę, która idealizuje rzeczywistość. Po skończeniu lektury, wychodzimy z domu i jesteśmy zwyczajnie rozczarowani. Ludźmi, ich powierzchownością czy charakterami i tym, że na dobrą sprawę, nie jest tak kolorowo, jak obiecywał nam autor. To samo dzieje się z soft-pornografią, jaką jesteśmy od dawana otoczeni. Cały wizerunek kobiety, kreowany przez różnego rodzaju media, bardzo mija się z prawdą. Kobiety zazwyczaj wychodzą z domu, a nie z photoshopa. Mamy przebarwienia skóry, a nie kanaryjską opaleniznę. Prawdziwe, a nie powiększone, silikonowe usta i biust. Ogólnie, krótko pisząc – jesteśmy trochę bardziej prawdziwe od tego, co widzi się na co dzień na połyskujących stronach magazynów.
Można śmiać się z Hugh Hefnera i można z niego kpić. Kiedy my jesteśmy zajęci liczeniem jego zmarszczek, on liczy dziewczyny, które czekają na niego w łóżku. I, nie oszukujmy się, gro mężczyzn zwyczajnie mu zazdrości, a część uważa, że tak właśnie powinno wyglądać nie tylko ich życie, ale hierarchia społeczna w ogóle. Niech kobiety idą na fitness, zamiast na uczelnie, bo „treść” nikogo nie interesuje. A forma już tak.

Muszę niektórych rozczarować. Kobieta nie była, nie jest i nie będzie obiektem stworzonym do zaspokajania, nawet tych wzrokowych, potrzeb (męskiej) części społeczeństwa. Nie jest do spełniania warunków i oczekiwań. Przez stulecia kategoryzowania, we współczesnym świecie ciągle stykamy się z „narządami szczątkowymi” tego mechanizmu. Kobiety są, zwykle bardzo pięknymi, ozdobami. Dlatego to na nie, a nie na mężczyzn ubranych w proste, nieproblematyczne garnitury, zwraca się uwagę na balach i przyjęciach. Te archaiczne resztki nie są usprawiedliwieniem, żeby ciała kobiet stawały się przedmiotem handlu i marketingu.

Fajnie jest, kiedy coś lub ktoś, jest Twoim motorem zmian. Motywacją do bycia lepszym, bardziej zadbanym, takim, jakim chcielibyśmy być.

Ale czasami fajnie byloby pożyć dla siebie. Serio. Pomalować się, żeby czuć się dobrze, po prostu, a nie, żeby wyglądać jak pani z plakatu. Pójść na siłownie, żeby lubić swoje ciało bardziej niż dotychczas, a nie, żeby wyginać się tak, jak laski na zdjęciach w scenerii myjni samochodowej. Bez określonych wymiarów, do których musimy dążyć, bez doskonałych rozmiarów, w które musimy się wcisnąć. „Czy to dla mnie się tak wystroiłaś?” Nie. Wystroiłam się dla siebie. Bo celebruję swoje życie, a nie Twoje, jako ładny element czy epizod. 

Share This: