kierunek: Kopenhaga, Dania | z gniazdem przez świat

W tym miesiącu przenosimy się do stolicy najmniejszego skandynawskiego państwa. Zapraszam Was do krainy rowerów, zamków i klocków lego. Zarzucamy na plecy podróżny plecak, związujemy włosy w wygodne gniazdo i zaczynamy.
Witamy w Danii.

Kopenhaga to (jak na razie, bo kto wie, gdzie mnie poniesie!) ostatni skandynawski przystanek z planowanych postów w ramach cyklu Z gniazdem przez świat”, na którego zwiedzanie poświęcimy zaledwie parę godzin. To była moja druga wizyta w Danii, ale pierwsza była dawno i tylko do Legolandu, także się nie liczy. Do stolicy przedostaliśmy się pociągiem, z dworca w Malmö. przejeżdząjąc przez słynny most nad Sudnem (Øresundsbroen / Öresundsbron) łączący oba państwa. Gdyby ktoś z Was planował podobne przemieszczenie – polecam skorzystać z busa lub autokaru, podobno wrażenia są jeszcze lepsze. Skoro wylądowaliśmy już na duńskiej ziemi, nie ma co tracić czasu – rozpoczynamy zwiedzanie!

1. Gdzie się zatrzymać?

W Kopenhadze spędziłam tylko jedną noc, a później, aż do czasu lotu do Budapesztu, tułaliśmy się z plecakami. Tak jak pisałam poprzednio, Skandynawia jest droga i nie ma co tego ukrywać. Od stacji metra, na której wysiedliśmy, dzieliło nas 600 metrów do jednego z najtańszych możliwych hosteli – Danhostel Copenhagen Amager w okolicy Bella Center (obraliśmy to za punkt orientacyjny, bo budynek było widać, był zaznaczony na mapkach i jego nazwę nosił najbliższy przystanek metra). To było pierwsze miłe zaskoczenie, bo okazało się, że na Półwyspie wszystko, nawet niskobudżetowe (jeżeli tak możemy nazwać miejsce, w którym za noc płacimy 250zł/osobę) hotele są na najwyższym poziomie. Kompleks był czysty i nowoczesny, a mi udało się dostać łóżko pod oknem (co jest dla mnie swego rodzaju fetyszem, a wschód słońca był naprawdę miłym początkiem dnia). Chociaż „cennik” jest lekko absurdalny (warto upewnić się, czy cena „za noc” obejmuje także pościel i ręczniki, serio) to wszystko jak najbardziej na plus. Kiedy rano po śniadaniu zwijałam manatki to było mi trochę przykro, bo cała okolica, chociaż lekko „na odludziu”, jest zdecydowanie piękna.

2. Co zwiedzać?

Z areny Bella Center czeka nas ok 20 minut drogi do Christianshavn, duńskiej Wenecji. Spacerując wokół wody i kolorowych budynków, dojdziemy do obszaru uniwersyteckiego, razem z biblioteką. Od porośniętych bluszczem kampusów rozciąga się dość płaski spad, prowadzący prosto do wody i – a jakżeby inaczej – całe rzędy stojaków na rowery. Przeszklone biurowce wcale nie gryzą się ze starym klimatem miasta. 

Z Christianshavn czeka nas 40 minutowy spacer do Małej syrenki” czyli punktem must see, o którym każdy przewodnik będzie trąbił pogrubionym drukiem. Tak jak z takimi miejscami bywa – przygotujmy się na turystyczne oblężenie, które dla niektórych (czyli na przykład dla mnie:)) jest nieznośne. Jeżeli bez „odhaczenia” duńskiej syrenki damy radę zasnąć i przełknąć obiad, myślę, że spokojnie można odpuścić ten punkt programu. 

Nieopodal czeka na nas Cytadela – Kastellet, po której na pewno warto się przejść (przynajmniej wtedy, kiedy udajemy, że uczymy się do matury z historii. Czy coś mi to dało? Oprócz braku wyrzutów sumienia – absolutnie nie). To koszary wojskowe, ale zieleń parku robi wrażenie i to dobre miejsce na spacer i powdychanie duńskiego powietrza. Zaraz obok możemy zobaczyć fontannę Gefion kościół St. Alban Church (Gefionspringvandet, Den Engelske Kirke). Przy fontannie spędziłam z mapą dobrych parę chwil i zdecydowanie trafiła na listę moich ulubionych miejsc. Dla zainteresowanych – w kościele są odprawiane msze po angielsku w niedziele.

Kolejnym punktem wycieczki jest Amalienborg – rezydencja duńskich monarchów i rodziny królewskiej od 1794. Przed Zimowym Pałacem królewskim następuje uroczysta zmiana warty. Z placu możemy zobaczyć zabytkowy Kościół Marmurowy (z zieloną kopułą). Pomnik Fryderyka V wygląda jeszcze dostojniej kiedy na Pałacu powiewa duńska flaga – to oczywiście znak obecności królowej Małgorzaty.

Z zamku do zamku, czyli od odwiedzin u Gosi przechodzimy do Rosenborga, dawnej rezydencji królów Danii. Obecnie we wnętrzu zajmuje się muzeum poświęcone monarchom z dynastii Oldenburgów. Niestety zabrakło mi czasu na wystawę i to chyba największy duński ból, ale następnym razem nie odpuszczę.

Tej decyzji jednak nie żałuję, bo omijając wnętrze Rosenborga mogłam pozwolić sobie na Ny Carlsberg Glyptotek. To muzeum sztuki, które (naprawdę!) serdecznie polecam. Znajdziemy tam głównie sztukę starożytną i XIX-wieczną franucską i duńską. Byłam pod ogromnym wrażeniem, nie tylko samych eksponatów, ale też samej przestrzeni. Świetne miejsce.

3. Jak zwiedzać?

Kopenhagę, podobnie jak Malmo, można pozwiedzać pieszo. Punkty, które obieramy na swojej turystycznej liście nie są bardzo oddalone oo siebie i da się to wszystko na spokojnie wytuptać.
Parę odległości (głównie, żeby wydostać się z dzielnicy, w której położony był hostel) przejechałam busem. Polecam jednak wczuć się w ekologiczny, skandynawski klimat i rozejrzeć się za wypożyczalniami rowerów.

Na pewno warto zwiedzać więcej i spędzić tam trochę ponad 24 godziny. Dania, jak cała Skandynawia, wspaniale oczyszcza – także mózg. Brak śmieci na ulicach, petów na chodnikach i innych mało estetycznych elementów, ułatwia myślenie i życie w ogóle.

4. Dlaczego Kopenhaga?

Jest czysto, estetycznie, ekologicznie, a wszystko na wysokim poziomie społecznym. Ale to nie wszystko.

No spójrzcie na mnie. Jestem „dziewczyną z Północy”. Razem z mamą nigdy nie miałyśmy problemu z potrzebą zakładania czapek, dodatkowych rękawiczek (pod te „normalne”, narciarskie) czy extra warstwy bielizny termicznej, kiedy wyjeżdżałyśmy w góry. Ja lubię chłód. Pewnie zszokuje jeszcze Was moje dziwne upodobanie do klimatów przy kolejnych wpisach. Kopenhaga (i Malmö) tak jak mój ukochany Gdańsk są miastami portowymi. Dlatego chociaż jestem daleko od domu, siedząc nad rzeką i oglądając przypływające statki, czuję się jak u siebie. Nie wiem czy „ludzie z Południa” (do Was mówię, Krakusy!) też poczuliby taką więź ze Skandynawią – ale ode mnie cały Półwysep dostaje stanowcze TAK.

Posłuchałam (wielu!) zażaleń i tym razem wstawiłam ciut więcej zdjęć, niż poprzednim razem, także mam nadzieję, że spełniłam oczekiwania 😉 Wszystkich nienasyconych zapraszam na swojego Instagrama, na którego wrzucałam parę fotek z wakacyjnych wojaży. Wystarczy tylko poscrollować.

Link do pierwszego wpisu z tej serii, czyli do podstawowych, praktycznych wskazówek znajdziecie TUTAJ.

Planujecie jakiś skandynawski wypad?
A może byliście już w Kopenhadze? Dajcie znać!

A już za miesiąc, tradycyjnie w przedostatni wtorek, wybieramy się wspólnie do stolicy naszych bratanków do szabli i do szklanki, czyli czytamy się w Budapeszcie!


Share This: