kierunek: Malmö, Szwecja | z gniazdem przez świat

Prosimy zapiąć pasy i przygotować się na wysokie standardy społeczno-ekologiczne. Witamy w krainie eleganckiej, białej nowoczesności. Witamy w miejscu, gdzie flagi równości powiewają na wietrze równie często jak te państwowe.
Witamy w Szwecji.

Zacznijmy może od tego, że nie ma się czym chwalić, ale całe lic… całe WAKACJE oczywiście, udawałam, że uczę się do matury. W ciągu tych dwóch miesięcy wolnego, w domu byłam dwa, może trzy tygodnie (które spędziłam na nadrabianiu sezonów Catfish). Ale jestem zdania, że no przecież podróże kształcą, więc nie ma co sobie robić wyrzutów sumienia.

W Malmö byłam równe 8 godzin. O 11:10 wylądowaliśmy na szwedzkim lotnisku, a o 19:10 czekał na mnie pociąg do Kopenhagi (o której wpis pojawi się w przyszłym miesiącu!). Czy osiem godzin to za mało? Stanowczo tak. Ale ja jestem jedną z tych osób, które rozkochują się w miejscach, które odwiedzają, do granic. Spędziłam wakacje bardzo intensywnie, odwiedziłam 6 państw w 11 dni, ale mimo tego pośpiechu, zwiedziłam sporo, bo cały plan wycieczki był wcześniej porządnie opracowany. Mogłabym spędzić w Malmö pół życia i dalej czułabym niedosyt. Czy jednak można tą miejscowość, uznawaną za jedną z bardziej niebezpiecznych w Szwecji, zwiedzić mając tak mało czasu? Zdecydowanie tak.


1. Przygotuj się na wydanie sporej gotówki

Skandynawia jest cudownie piękna i cudownie przyjazna, ale także cudownie droga. Chociaż loty z Gdańska do Malmö kosztowały 79zł za osobę (da się!, polecam popularne Skyscanner do ustawienia sobie powiadomień na niskie ceny interesujących nas połączeń), to korony mają tragiczny przelicznik. Jedna złotówka to ok. 2.18 korony szwedzkiej (SEK) i trzeba przygotować się na wysokie ceny. Za busa od lotniska na sam dworzec (będący w centrum) zapłaciliśmy ok. 60 złotych za osobę. Reszta pobytu nie bardzo zakuła nasze portfele, pewnie tylko z tego powodu, że nawet tam nie nocowaliśmy. Sprawę trzeba postawić jasno: na Skandynawię trzeba pooszczędzać. Ale warto.

2. W Malmo jest wszystko blisko.

To małe, rybackie miasteczko i raczej nie będziesz potrzebował biletów na komunikację miejską czy karty turysty (tak jak jest to w przypadku Budapesztu, o którym przeczytacie niedługo). Wygodne buty, dobre nastawienie i gotowość na piesze wyzwania to podstawa. Przez te osiem godzin, zrobiliśmy ok. 30 tys. kroków. Brzmi wymagająco, ale potem można jeść pyszne rzeczy (zapraszam do punktu czwartego) i nie mieć wyrzutów sumienia.

3. Co zwiedzić?

Dzięki temu, że chwilę przed wyjazdem zainstalowałam sobie aplikację TripAdvisora, która prowadzi tzw. dziennik podróży (travel timeline), nie muszę teraz zgadywać, zmyślać czy kłamać, ale dokładnie powiedzieć, co i jak.

Z dworca czeka nas 1.1 km (czyli 16 minut pieszo) do Malmöhus (zamku). Szczerze mówiąc, uparłam się na zwiedzanie fortec i zameczków, bo a nuż widelec jeszcze mi się to przyda na maturce z historii (tak jakbym wszystko pamiętała! No jasne!). To jedna z największych atrakcji w tej małej mieścince. W środku znajduje się Muzeum Historii Naturalnej i Galeria Sztuki. Czy warto? Zobaczyć zameczek z daleka – tak, pewnie. Niekoniecznie polecałabym wejście do środka, bo zwyczajnie nic super wspaniałego tam nie ma.

Prawie z każdego punktu w mieście, widać prawdopodobnie najwyższy budynek – Turning Torso. Ten biały, wykręcony wieżowiec, to tak naprawdę biurowiec, w którym, wbrew temu, co niektóre przewodniki wypisują, wejdziecie, ale nie wjedziecie na ostatnie piętro podziwiać sobie panoramkę. Jeżeli jednak postanowimy się wybrać w okolice, obok znajduje się ładny park, w którym można sobie usiąść i odpocząć. Idąc w stronę białego olbrzyma, prawdopodobnie natkniemy się na parę typowo skandynawskich, rybackich domków, nieopodal portów. Takich kolorowych budynków jest dużo mniej, niż się spodziewałam i to chyba było moje jedyne rozczarowanie.


My dobrze wiemy, że na taki odpoczynek nie ma dużo czasu (mamy tylko 8 godzin!) więc wybieramy się na dwukilometrowy (półgodzinny) spacer, do St. Petri Kirke (Kościoła pdw. św Piotra). To czternastowieczny, luterański (wcześniej katolicki) kościół, którego białe wnętrze uspokaja, a „ukryte” freski w bocznym pomieszczeniu, zapierają dech w piersiach. To najstarszy budynek w Malmö, reprezentujący bałtycki styl gotycki.

Z kościoła dzielą nas tylko dwie ulice do Moderna Musset, czyli Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które gorąco polecam wszystkim, nawet tym, którzy za sztuką nie przepadają. Galeria jest eksplozją kolorów, od wściekle pomarańczowego wejścia do żółtych szafek. Każda ze skrytek jest opatrzona cytatem znanego artysty na wewnętrznej stronie drzwiczek i zachwyciło mnie to na tyle, że musiałam otworzyć i przeczytać wszystkie. Całe Muzeum plasuje się w moim osobistym rankingu galerii nowoczesnych na drugim miejscu, zaraz po krakowskim Mocaku. Wejście do Moderna Musset jest całkowicie darmowe.

Resztę dnia możemy spędzić kręcąc się po Lilla Torg, które także nie jest daleko od dworca. Przygotowując wyjazd, polecałabym zerknąć na daty licznych festiwali, które dość często się tam odbywają. Przyjazna, rodzinna, festiwalowa atmosfera, pomaga zbliżyć się do ludzi jeszcze bardziej i zobaczyć o wiele więcej.

4. Co zjeść?

Tak, wiem, że w Szwecji można zjeść coś innego niż klopsiki z Ikei. Nie jedliśmy jednak ani ryb ani innych nordyckich specjałów. Zjedliśmy chińszczynę na dworcu. I nie żałuję, bo była to najlepsza chińszczyzna w moim życiu, a jadłam jej sporo. Wszystkim gorąco polecam, za osobę (nie za wagę nałożonych rzeczy) płaciło się ok. 40 złotych i działało to na zasadzie szwedzkiego baru (no tak, w sumie jest to logiczne).


5.Jakie jest Malmo i czy warto tam się wybrać?

Malmö to miasteczko, w którym się nie zgubisz. Nie dlatego, że jest mikroskopijne, ale dlatego, że ludzie podchodzą do Ciebie, kiedy widzą, że patrzysz w mapę lub próbujesz coś zlokalizować dłużej niż minutkę. Jest bardzo czysto i nowocześnie, wydaje się, że wyrzucenie jakiegoś śmiecia na ulicę spowodowałoby natychmiastowe skazanie na ostracyzm społeczny. Czy warto? Pewnie, że warto! Skandynawowie nie są tak zimni, jak się ich maluje. To niesamowicie mili i pomocni ludzi, którzy dobro ogółu stawiają ponad swoje własne. Moi znajomi wiedzą, że jestem po uszy zakochana w Europie Północnej i mogłabym tam latać co miesiąc, chociażby na weekend.

Tym szwedzkim akcentem otwieram serię Z gniazdem przez świat, czyli cykl mini-przewodników.
O wskazówkach typu basic pisałam TUTAJ. Przed wyjazdem dużo czytam o miejscu, w którym będę spędzać czas, także może niektórym zaoszczędzę trochę życia i spiszę zasłyszane wskazówki razem z moimi własnymi w jedno:)

Za miesiąc wybieramy się wspólnie w podróż, również jednodniową, do Kopenhagi, także wszystkich zimnolubów zapraszam do pozostania na falach. W tym może Wam pomóc przygotowany newsletter, do którego można zapisać się tutaj: KLIK

Byliście w Szwecji? Jak Wam sie podobało?
A może macie w planach inne podróże? Dajcie znać!

Do przeczytania!

Share This: