życie jest chwilą

Podobno najmodniejszym uczuciem ostatniego czasu jest nostalgia. Być może to za sprawą Taco Hemingwaya i jego teledyskowego dreptania po parkingu. Nigdy wcześniej nie zastawiałam się nad tym wyrazem, ale teraz myślę, że ma w sobie coś pięknego. Wydaje mi się bardziej optymistyczne niż melancholia, bo nostalgia nosi pierwiastek dobrej przeszłości, która bezpowrotnie minęła, ale dalej jest w nas obecna. A my powinniśmy być szczęśliwi, że w ogóle ta przeszłość, zawierająca w sobie wszystkie piękne moment,  w naszych życiach zaistniała, znalazła sobie miejsce i się zadomowiła.

Nostalgię trzymam w sercu i co jakiś czas za jej pomocą wygrzebuje zdarzenia, które pamiętam i w których byłam tak bardzo szczęśliwa. Kolekcjonuję chwile, o których myślę sobie kiedy patrzę w morze, słyszę śmiech znajomych i obserwuje krzyczące mewy. Wspominam, uśmiecham się i rozmyślam.

zycie-jest-chwila

…myślę o swoim pokoju w Berlinie, w którym spałam czekając na lot na Teneryfę. Był w starej kamienicy, do której wejścia trzeba było przejść pod rozstawionymi rusztowaniami. Pamiętam jadalnie, w której jadłam śniadanie i piłam zieloną herbatę. Była na samej górze, na czwartym piętrze, mój stolik stał przyciśnięty do białej ściany z wielkimi oknami, po których gnały krople deszczu, zamazując obraz spieszących się berlińczyków. Nie było smutno, raczej nostalgicznie i pięknie.

Myślę o swoim noclegu w Kopenhadze, do którego dotarłam po całym dniu w Malmo i który miał mnie gościć przed wylotem do Budapesztu. Łóżko było przysunięte pod okno zakutym w bordowe zasłony. Leciała Norah Jones a ja szukałam w walizce spodenek od piżamy w jednorożce i szczoteczki, której nie spakowałam. Patrzyłam przez okno jak słońce powoli zanika, schodząc ze sceny spektakularnym, finałowym popisem. Poszewka od poduszki miała małą dziurkę. Wchodząc do wielkiego budynku najpierw mijało się budkę, wyglądającą na jakieś stanowisko na poczcie czy w urzędzie. Obok niej była wnęka. Oszklony pokoik wydawał ręczniki i pościel, a obok mieściła się wnęka pralni. Idąc korytarzem prosto, zamiast skręcając do pokoju z bordowymi zasłonami, dochodziło się do ogromnej i wysokiej sali ze szklanym sufitem, która okazała się jadalnią.

zycie-jest-chwila

Myślę o tym, kiedy późnym wieczorem wjeżdżałam na berlińską wieżę telewizyjną Fernsehturm, wzbijającą się ku górze przy Alexanderplatz. Widziałam ludzi wpatrujących się w siebie, w alkohol i w nocny Berlin, migoczący milionami świateł. Zamówiłam wtedy coś z tequilą, a drink miał w środku plastikową srebrnawą szablę, która odbijała reflektory.

Myślę o tym, kiedy płynęłam po Delcie Dunaju i rozpoczęła się gonitwa za pelikanami. Moje palce obijały się o nieustępliwą, twardą taflę wody, delikatnie mnie łaskocząc. Śmiałam się wtedy i uznałam, że dawno nie byłam tak szczęśliwa. Czułam jak wszystkie zmartwienia przestają być istotne; liczyły się tylko małe białe punkty, które latały nad drzewami i łodziami. Miałam na sobie czerwono-pomarańczowy kapok, który podsuwał mi się prawie do nosa, kiedy siedziałam.

Myślę o tym, kiedy w nocy leżałam na leżaku na Teneryfie, a parę metrów dalej były pijane nastolatki. Myślę o węgierskich biletach komunikacji miejskiej, które miały na sobie małe sudoku. O żółtych szafkach w szwedzkiej galerii sztuki współczesnej, o intensywnie różowym konfetti, które sypało się na moje ramiona i włosy na Open’erze.

zycie-jest-chwila

Myślę o tym, kiedy była Noc Spadających Gwiazd, a ja wyciągnęłam koc, który ma czarną, foliową stronę i rozłożyłam go na balkonie. Zapaliłam sobie świeczki, Sia delikatnie usypiała mnie do snu, a ja patrząc na szybko pikujące w dół punkty, myślałam o życzeniach, które się spełniły. Spałam wtedy na tym balkonie, który może ma pięć metrów kwadratowych i jest na planie ściętego pięciokąta.

Myślę o tym, jak przyjemny potrafi być chłód wywietrzonej pościeli i miękkość własnego łóżka, po długiej nieobecności w domu. Myślę o tym, jak zbawienny jest poranny prysznic i o smaku wina, które piłam w plastikowym kubku posklejanym taśmą izolacyjną patrząc przez okno na Szkocję zalaną deszczem. Myślę o słonecznikowych rumuńskich polach i paryskiej kawiarni, w której jadłam z rodzicami śniadanie zanim pojechaliśmy do Disneylandu. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w menu żabę.

Ale myślę też o moich bliskich; o moich przyjaciołach i rodzinie. Myślę o babci, która ostatnio ubrała chabrową spódnicę do amarantowego żakietu i o tym, jak dumna byłam z niej, że nosi tak odważne kolory i w dodatku wygląda w nich tak dobrze! Myślę o swoim domu i o drodze, którą codziennie przemierzam. O znajomych ulicach, lubianych kawiarniach i starych drzewach, pod którymi spędziłam dużą część dzieciństwa.

zycie-jest-chwila
Życie składa się z momentów, które łapiemy w dłonie, na które chuchamy i chowamy do kieszeni. Szymborska pisała, że nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy, a Heroklit twierdził, że nie da się wejść dwa razy do tej samej wody w tej samej rzece. To chyba prawda – przecież nie wiem czy jeszcze kiedyś będę oglądać rumuńskie wybrzeże z plaży Vama Veche i jeżeli tak to czy widok, który zobaczę będzie całkowicie zgodny z tym, który zapadł mi w pamięci. Najprawdopodobniej nie.

Ale to nie jest ważne, jeżeli trzymam te swoje bezcenne chwile w garści i przesuwam po nich swoje palce, wspominając z delikatną nostalgią emocje i przeżycia, które na stałe się na mnie odcisnęły.

Share This: