podsumowanie letnich festiwali 2019: orange warsaw, opener i feta

Lato to dla mnie muzyka, śpiew i tańce, spontaniczne wycieczki i festiwale ze znajomymi. O tych ostatnich chciałam napisać ten wpis. Nie za bardzo miałam pomysł, jak to wszystko rozegrać i czy mogę dwa festiwale muzyczne i jeden teatralny „wrzucić” do jednego wora, ale klamka zapadła i będzie tak, jak zdecydowaliście w ankiecie na instagramie.

opener festival 2019

Zaczniemy od muzyki, bo kto w lato, po sesji czy zakończeniu roku szkolnego nie lubi się odciąć od gwaru turystów i posłuchać czegoś dobrego? W tym roku zaliczyłam już swój czwarty czterodniowy Open’er i myślę, że ten festiwal nie przestaje mnie zaskakiwać.

Przy okazji ubiegłorocznej edycji Open’era skupiłam się bardzo na tym, jak ten festiwal zaczął być społecznie odpowiedzialny. Na terenie festiwalu rozstawiono namiot, który pod szyldem „Open’er obywatelski” zachęcał do posłuchania mądrych ludzi i podyskutowania na różne tematy. W tym roku mocno postawiono na kobiety. W strefie „Let’s talk” była rozmowa z Khedi Aliewa na temat „kobeicej siły, która ma moc” czy panel z prezydentką Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz na temat tego, czy polityka jest kobietą. Oprócz tego, w tym roku mocno zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, który miał własny namiot i aktywnie uczestnicyzł w dyskusjach na przykład na temat edukacji seksualnej.

To, co zawsze mnie w Open’erze jarało to właśnie niezamykanie się na jedynie muzyczne doznania. Wspominałam o tym nie raz – w Kosakowie czekają na nas trzy duże sceny muzyczne, namiot NGO-sów, „muzeum”, w którym można obejrzeć jakąś wystawę, ale też kino, teatr, stan-up, wybieg modowy i liczne stosika wystawców (np.: Muzeum Emigracji w Gdyni). Nie będę o tym wszystkim mówić, bo pisałam to we wpisie rok temu – >>KLIK<<. W tym roku, to, co mnie zachwyciło, to strefa Netflixa i perfekcyjnie zaplanowana promocja Stranger Things.

strefa netflixa i genialna promocja stranger things

I tu krótki ‚appreciation moment’ dla tej promocji. Jestem pod jej ogromnym wrażeniem, dlatego musicie wybaczyć mi tę podjarkę. Stranger Things to serial stworzony przez braci Dufferów, którzy bardzo długo nie mogli znaleźć kogoś, kto by w ten pomysł uwierzył. W końcu tym „kimś” był Netflix i tym samym czwartego lipca wypuszczono już trzeci sezon ST.

Dlaczego uważam, że promocja Stranger Things to mistrzostwo świata? Nie od dziś wiadomo, że najlepszy marketing ma właśnie Netflix, który genialnie prowadzi swoje media społecznościowe. Tym razem, promocja serialu wyszła poza billboardy, ciuszki z licencją sprzedawane w Pull&Bearze czy H&Mie (tu były także stroje kąpielowe identyczne jak te noszone przez ratowników w trzecim sezonie) fantastycznie ozdobione autobusy i SKM-ki i przeszła do rzeczywistego świata.

Na Open’erze utworzono strefę Netflixa, którą było pomieszczenie odzwierciedlające serialowe miejsce, w którym dzieciaki grali na automatach. Niesamowity wystrój, stare konsole do gier, wszystko opatrzone tak bardzo kojarzonymi z ST kolorowymi lampkami, rowerami i klimatem lat 80-tych. Każdy, kto wchodził do centrum gier dostawał dwa żetony na automaty i przy pobiciu konkretnego wyniku, można było otrzymać nagrodę (jeżeli dobrze kojarzę były to plakaty promujące serial i trzeci sezon).

Mało? Proszę bardzo: 03.07, na dzień przed premierą trzeciego sezonu i w pierwszy dzień Open’era, Netflix zorganizował spotkanie z Finnem (serialowym Mikem) i Calebem (serialowym Lucasem) które było trochę w konwencji Q&A, z tym że pytania nie były od obecnej publiczności a od facebookowiczów komentujących specjalnie przeznaczony do tego post. Jednym słowem: czad.

Wróćmy jednak do Openera: line-up zapowiadał się mocno średnio, a przyznam szczerze, że bawiłam się niesamowicie. Każdy Opener to nowe muzyczne odkrycia i do tegorocznych mogę zaliczyć m.in. LP, Diplo (Diplo wymiótł, kto nie był i nie tańczył ten trąba), Stormzy (bardzo dobre zastępstwo ASAPa, good job!), Jorja Smith. Wspaniałe show zrobiła także Jain (była na scenie sama ze swoim syntezatorem, nagrywała głosy śpiewającej publiczności, które potem stworzyły podkład!). Wzruszeniem był Tom Walker, wcześniej przeze mnie nieznany, a teraz odtwarzany z ogromną miłością, a The Strokes, z bardzo podobnym brzmieniem do Arctic Monkeys, zagrali trochę soft/pop rocka. Moim osobistym headlinerem tej edycji było Kodaline, na których czekałam kilka lat. Koncert przepłakany = koncert udany.

co jeść na openerze?

Pomyślałam, że w tym roku napiszę o swoich jedzeniowych polecajkach, bo to już któraś moja edycja i wiem, że zawsze warto zjeść w „sprawdzonym” miejscu, bo łatwo można się rozczarować (i wydać dużo pieniędzy w kiepskim foodtracku’u). Moim odwiecznym numero uno jest Pizza Truck, bez którego nie ma prawdziwego Openera.

W tym roku spróbowałam też Pad Thaia z budy ustawionej w gastro strefie bardzo blisko Jagermaistra. Polecam mocno, czekałam może dwie minuty na swoje zamówienie, wszystko było świeże i na wysokim poziomie.

orange warsaw festival 2019

To był mój pierwszy OWF w życiu i nawet nie wiem do końca, czy można mi to zaliczyć, jeżeli byłam tylko na jednym dniu. Długo myślałam o tym, żeby w końcu się na ten festiwal wybrać, pod koniec zeszłego roku ogłosili na nim nawet mojego ukochanego Troye’a. To było jednak trochę „mało”, bilety drożały, ale zdecydowałam się, kiedy organizator OWF opublikował post z informacją, że na warszawskiej scenie wystąpi także Miley Cyrus. Miley, jak chyba każda dziewczyna w moim wieku, oglądałam namiętnie w roli Hannah Montany i bardzo chciałam być na jej pierwszym koncercie w Polsce. Koniec końców – pojechałyśmy, razem z koleżanką – na jeden dzień, podczas którego występowała i Miley i Troye.

Pierwsza rzecz jaka mnie zszokowała to miejsce, a raczej jego brak. Open’er to gigantyczna przestrzeń, teren lotniska, a z jednej sceny na drugą idzie się 10-15 minut. Tor Wyścigów Konnych na Służewcu, czyli miejsce OWFu, wyglądała jak jedna alejka przeznaczona na festiwal, na końcu której stała scena. Po obu stronach alejki były wyznaczone strefy gastro (oraz na przykład RMF FM – najlepsza muzyka, czy miasta Warszawy – najlepsza ścianka!).

Wracając do muzyki: Troye był wspaniały, dużo gadał, świetny kontakt z publiką, płakałam bardzo, głównie dlatego, że Troye’a oglądąłam na Youtubie zanim zaczął swoją karierę muzyczną. Wspaniały koncert, wspaniałe emocje, wspaniałe chwile. Miley okazała się być profesjonalistką – koncert był dopracowany w najmniejszym calu, tanecznie, muzycznie – wszystko hulało. Ale kontaktu z publicznością brak, koncert trwał 50 minut, zero zwrotu bardziej personalnego (nie padło ani „hi poland”, ani „thank you warsaw”), a ludzie wokół mnie czekali na bis i nie mogli uwierzyć, że to NAPRAWDĘ jest już koniec. Bardzo dużo kawałków z nowej płyty (która wyszła dzień przed koncertem), których publika nie znała zaowocowało tym, że był to bardziej koncert stadionowy (nastawiony na promocję płyty), niż koncert festiwalowy (na którym śpiewa się same hity). Jako headlinerka trochę zawiodła, ale być może to dlatego, że wszyscy mieli bardzo wysokie oczekiwania.

festiwale Alter Artu a ekologia

No i właśnie. Chciałoby się napisać: miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Serio! Kiedy na początku czerwca pojechałam do Warszawy na OWF to byłam strasznie miło zaskoczona – pierwszy raz dostałam Desperadosa w plastikowym, ale wielorazowym kubku (za kaucją chyba 7 złotych, więc naprawdę nie opłacało się go gubić, pusty chodził ze mną w plecaku). Wszędzie elegancja-francja, więc co do Open’era, który ma tego samego organizatora, miałam takie same przeczucia. I mocno się zawiodłam.

Mimo obiecanek (które były już rok temu) – dalej napoje były w jednorazowym plastiku, przynajmniej desperadosy, dla których kubków wielorazowych brak. Napoje bezalkoholowe (woda, soki z Tymbarka) były przelewane co prawda do kubków papierowych, ale oczywiście z plastikowych butelek (i to w absurdalnie wysokich cenach, woda za 6 złotych to spora przesada). Ba, w tym roku pole na Openerze nie było sprzątane – drugiego (i trzeciego, i czwartego…) dnia weszłyśmy na trawę usłaną śmieciami. Dra-mat. Nie tracę nadziei i wciąż liczę na to, że organizatorzy pójdą po rozum do głowy, ograniczą śmieci, ograniczą plastik i, na miłość boską, udostępnią DARMOWĄ wodę pitną, kranową.

feta 2019

Festiwal FETA to Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych i Plenarnych, mający miejsce w Gdańsku. Od wielu lat na Dolnym Mieście (dzielnica gdańska, mniej rozwinięta), chociaż w tym roku objął także obszary Głównego Miasta i Stoczni. To była moja trzecia Feta, chociaż tradycja tego festiwalu sięga 1997 roku. W zeszłym roku robiłam między innymi na gdańskiej Fecie praktyki, więc miałam możliwość oglądania wszystkiego „od wewnątrz” i pomagania w organizacji. Tym bardziej podziwiam ekipę Plamy (oddziału Gdańskiego Archipelagu Kultury na Zaspie) za tegoroczną edycję.

Udało mi się być jedynie na ostatnim dniu Fety, ale całe szczęście – zaliczyłam spektakl finałowy. Zanim do tego dojdę, chciałam napisać o zaobserwowanych zmianach: Feta zmieniła nie tylko lokalizację (a może lepiej byłoby napisać o „rozłożeniu sił”) ale także konwencję (albo to mi się tak trafiło). Ostatni dzień festiwalu zaczęłam od zobaczenia Always Drinking Marching Band czyli hiszpańskiej parady-orkiestry „The Streets is Ours”, która przeszła całą ulicę Długą. Potem trafiłam na trzech gości grających na instrumentach-śmieciach (na przykład na gitarze zrobionej z deski sedesowej) na Targu Węglowyn.

Spektakl finałowy był pod wieczór na Placu Zebrań Ludowych i okazał się koncertem Duchamp Pilot połączonym z akrobatyczną, niesamowitą oprawą wykonaną przez grupę Voala wykonującą „Muare Experience”. Akrobaci wlatywali i odlatywali na specjalnej konstrukcji, zniżali się do ziemi, do ludzi i tańczyli w powietrzu. Ruchoma instalacja z tancerzami przypominała trochę Układ Słoneczny, z którego stopniowo wyłaniały się kolejne planety i ich orbity. Wspaniałe, nowatorskie i absolutnie warte zobaczenia.

Na ten rok to raczej koniec moich festiwalowych, wakacyjnych wojaży. Przepada mi (niestety!) Soundrive Festival na gdańskiej Stoczni (pisałam kiedyś o nim tutaj: >>KLIK<<) i przegapię też Salt Wave Festival w Juracie mimo, że w tym czasie będę na Półwyspie. Być może jeszcze coś spontanicznie wskoczy w mój grafik – gdyby tak było, zapraszam do śledzenia mojego instagrama, na którego regularnie wrzucam relacje „na bieżąco”.

powiązane wpisy, które mogą Was zainteresować:

  • o Openerze 2018 i o potrzebie dialogu – >>KLIK<<
  • o Openerze 2017 i o tym dlaczego tak uwielbiam klimat Opka – >>KLIK<<
  • o Soundrivie 2017 i o fenomenie gdańskiej Stoczni >>KLIK<<
  • o festiwalu Narracje 2018 i o gdańskiej dzielnicy poza sezonem, która kiedyś była kurortem – >>KLIK<<

Share This:

Leave a Reply