narracje 2017: jakie jest Brzeźno poza sezonem? | miejsca

Istnieje pare trójmiejskich artystycznych tradycji, które rok w rok tłumnie zgromadzają swoich zwolenników i przyciągają nowych. Jednym z nich są Narracje  – festiwal zakładający stworzenie instalacji i interwencji w przestrzeni publicznej. Na ten rok przypadła już dziewiąta edycja, co znaczy że, o ile dobrze liczę, ominęło mnie aż osiem poprzednich. To naprawdę wielka szkoda, ale jak to mówią spóźnialscy: podobno lepiej późno niż wcale.

Trójmiasto jest bardzo turystyczne, raczej każdy zdaje sobie z tego sprawę.. Tłumy przyjezdnych zaczynają atakować te tereny (najczęściej, niestety, również swoimi parawanami, okruszkami gofrów czy puszkami po specjalach) już od czasu majówki. W dodatku potem jest tylko gorzej. Kiedy moi znajomi przyjeżdżają do Gdańska najczęściej mamy już lato, a oni mimo to się zachwycają. Chociaż tłumaczę, że tutaj, w Trójmieście, nie da się żyć. I zaczyna być świetnie dopiero poza sezonem.


I właśnie pod takim hasłem przebiegły tegoroczne Narracje. Choć w narracyjny weekend ludzi była cała masa (prawie taka, jak w czasie wakacyjnym), to wspólne odkrywanie Brzeźna, jako dzielnicy Gdańska (o dość średniawej opinii), było dla mnie fascynujące. Chociaż mam parę świetnych wspomnień związanych z Brzeźnem, to nie znam tego obszaru dobrze i czuję się tam całkiem zagubiona. Nie licząc plaży i molo, nie miałam okazji być tam podczas sezonu, dlatego spacerowanie po ulicach dawnego letniska w ciepłym, jesiennym płaszczu było co najmniej dziwnym, ale przyjemnym doświadczeniem.


Instalacje, trzymając się głównego tematu i proponując eksplorację dzielnicy poza sezonem, skupiały się na przywoływaniu mglisistych wspomnień za czasów, kiedy Brzeźno było kurortem. Chodziliśmy wokół supersamu, przechadzaliśmy się po (naprawdę urokliwej!) ulicy Północnej czy Parku Brzezińskim. Kuratorka Anna Czaban wraz z artystami próbowała pokazać Brzeźno od innej strony; jako miejsce niegdyś uzdrowiskowe, z którego przeszłością zderza się teraz blokowiskowa codzienność. I w ten sposób Narracje 2017 połączyły wakacyjne gofry, wypiekane przez młodych mieszkańców dzielnicy z performansem Wojciecha Bąkowskiego, polegającym na parzeniu herbaty. 

Jak byłam mała, to chciałam być architektem. Projektowałam na kartkach domy, rysowałam ile wlezie, ale później mi przeszło. Teraz, kiedy od prawie trzech lat już nie mam szansy na bycie architektką, (bo zajmowałam się innymi rzeczami w liceum, zamiast rozszerzoną matmą), mój zapał do architektury z wielu pobudek znowu się rozkrędza i wybudza. Zaczęłam instynktownie cykać foteczki i zauważać, że właśnie przez te swoje plany z dzieciństwa mam teraz trochę inne spojrzenie na sztukę. Analizuję przestrzeń, patrzę ma elementy składowe całej układanki (wystawy czy instalacji) i zastanawiam się, jak jest to wpisane w otoczenie. A Narracje są tego najlepszym przykładem takiego działania.


Wszystkich nieobecnych czy nieświadomych wspaniałości (lub istnienia) tego festiwalu z całego serducha zachęcam do dołączenia w przyszłym roku. Jubileuszowa, bo dziesiąta, edycja Narracji może być jeszcze bardziej wystrzałowa – i tego życzę nam i organizatorom!

Do zobaczenia za rok, na odkrywaniu kolejnego zakątka Gdańska!

Share This: