jak to jest być blogerką w 2019 roku, kiedy nikt już nie czyta blogów? | social media czwartek w trójmieście

KIlka tygodni temu napisał do mnie organizator Social Media Czwartków w Trójmieście. Jeżeli nie wiecie o co chodzi to to są takie cykliczne, comiesięczne spotkania w całej Polsce, które zrzeszają ludzi z internetu. Są tam wygłaszane różne prelekcje, a wszystko jest w bardzo luźnej atmosferze i odbywa się najczęściej w barach, pubach itd. W Trójmieście SMCzw zniknęły na jakiś rok i nie udało mi się być na poprzednich edycjach, dlatego szczerze czekałam na wznowienie tej inicjatywy.

Okazało się, że Social Media Czwartki w Gdańsku się odbędą, a ja na dodatek będę jedną z trzech prelegentek. Kiedy pisałam z organizatorem tego wydarzenia nie za bardzo wiedziałam o czym mam tam mówić i poprosiłam go o podsunięcie mi jakiegoś tematu. Bartek, organizator, powiedział, że ciekawi go to, jak to jest być blogerką w czasach, kiedy nikt nie czyta blogów. A ja powiedziałam: challange accepted. I zrobiłam prezentację na temat: Jak to jest być blogerką w 2019 roku, kiedy blogosfera umarła i nie żyje?

Prelekcja przyjęła się dobrze, ludziom się podobało, organizatorzy zadowoleni i ja z siebie też byłam dumna. Sporo osób pytało mnie na instagramie czy będzie można tę prelekcję gdzieś obejrzeć, bo temat ich ciekawi, a nie mogli się tydzień temu w gdańskim Bunkrze pojawić. No więc postanowiłam streścić to, co miałam wtedy do powiedzenia, i napisać wpis na temat swojego ciężkiego żywotu.

Jeżeli chodzi o blogi to fakt, od kilku lat zdecydowanie możemy zauważyć tendencję spadkową. To bardzo śmieszne, że kogoś ciekawi to, czemu robię coś, co tak naprawdę nie ma żadnego sensu – a przynajmniej z czego nie ma (większych lub żadnych) korzyści. Odpowiadając więc na pytanie, jak to jest blogować, kiedy nikt nie czyta blogów, mogę posłużyć się slajdem ze swojej prezentacji:

I zamknąć temat. Ale tak naprawdę wcale tak nie uważam. Nie uważam, żeby nikt nie czytał blogów (a Ty, który/a właśnie to czytasz, jesteś na to najlepszym dowodem) i nie uważam, żeby blogowanie było bezsensu. Tak jak pewnie wiecie, jestem studentką Zarządzania Instytucjami Artystycznymi, więc zobowiązuje mnie to trochę do myślenia o popycie i podaży i zaspokajania potrzeb rynku. Ale zobowiązuje mnie to także podejmowania ryzyka i posiadania wiedzy, że chociaż pojawiło się bardzo popularne i ogólnodostępne teraz kino, to wcale nie umarł teatr. Choć tak wszyscy przewidywali.

Według mnie, blogowanie to często ciężka praca. Czasem wydaje mi się, że liczy się tylko youtube* – zasięgi z youtube’a, wyświetlenia z youtube’a, ludzie z youtube’a, no i sławetny hajs z jutuba. Ale to nieprawda. Widać trend przechodzenia z platform blogowych na youtube’a, ale to nie tak, że 1) nie ma twórców, którzy jedynie piszą (patrz Joanna Pachla!), czy że 2) blogi w ogóle się nie liczą.

Jeżeli chodzi o mnie, to warto zaznaczyć, że ja prowadzę bloga baaaardzo niszowego i, tak jak kiedyś AniaMaluje powiedziała, mało kto chce się reklamować obok wpisów, dajmy na to, o molestowaniu. Określam tego bloga jako „zaangażowanego społecznie” i praca nad nim wygląda dosyć specyficznie. Kiedy na przykład przygotowywałam wpis o strajku nauczycieli, spędziłam na researchu naprawdę długie godziny, czytając raporty, strony, porównując źródła. Także ze swojej perspektywy mogą szczerze powiedzieć, że ilość czasu włożonego w takiego bloga jest nieporównywalna z efektami. Ale no nic, ja to lubię, a mam swoich czytelników i czytelniczki, odbiorców i odbiorczynie, które mi kibicują. I to starcza, żeby czuć satysfakcję. Oczywiście, fajnie by było, gdyby zasięgi byłyby porównywalne z takimi, jakie osiągałabym dzięki prowadzeniu kanału na youtubie, ale ja naprawdę kocham pisać.

Długo zastanawiałam się, co mam powiedzieć, kiedy ktoś pyta mnie „jak zacząć”? Wydaje mi się, że dla blogerów, którzy realnie myślą o zaczęciu czegoś, pierwsze pytanie powinno brzmieć: „O czym pisać?” I ja mam na to trzy odpowiedzi:

1) o tym, na czym się znasz
2) o tym, co Cię (szczerze) interesuje
3) o tym, co może zainteresować też innych

I, umówmy się, jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz:

Pisząc bloga MUSISZ umieć pisać. Sorry not sorry. Jest za dużo blogów, żeby ktoś chciał czytać bloga z błędami ortograficznymi, nie mówiąc już o markach, które chciałyby z takimi osobami współpracować.

Skoro już mamy bazę; wiemy o czym będziemy pisać, wykupujemy sobie domenę, hosting i wszystkie inne techniczne potrzebne rzeczy, jest parę zasad dzięki którym (być może) w tej strasznej i okropnej blogosferze nie zginiesz.

1. bądź szczery ze sobą i ze swoimi odbiorcami.

Autentyczność jest cholernie ważna w internecie. Nie wiem czy kojarzycie tę aferę z youtuberką ze Stanów Zjednoczonych, która miała chyba ponad milion subskrypcji i głosiła weganizm. Jakiś widz (lub widzka) „przyłapali” dziewczynę na mieście na jedzeniu ryby. Ona jakiś czas później nagrała czternastominutowy filmik, w którym przeprasza i tłumaczy, że naprawdę chciała powiedzieć, ale czkeała na odpowiedni moment, ale to nic nie da. Nie ma już dla niej ratunku. Straciła zaufanie „swoich” ludzi i nieprędko je odzyska (o ile w ogóle). W internecie nie ma miejsca na takie pomyłki i jako osoba publiczna warto czasem zastanowić się dwa razy zanim coś zrobimy.

2. gówno powinno Cię obchodzić co pomyślą Twoi znajomi

Bo jak będziesz mieć już dziesiątki, setki czy tysiące czytelników, to nie Tobie będzie głupio. Wiem, że myślenie o tym, co powiedzą znajomi często nas blokuje przed czymś, czego naprawdę chcielibyśmy spróbować. Nie wyobrażacie sobie jak długo ja się „wstydziłam”, że piszę bloga. Było mi jakoś niezręcznie i głupio przyznawać, że oprócz uczenia się / studiowania / pracowania robię też inne rzeczy i dopiero stosunkowo niedawno zaczęłam o tym normalnie mówić. Głupota straszna, bo czemu ma być mi dziwnie, jeżeli tak naprawdę robię, coś fajnego z czego powinnam być dumna?

3. bądź oryginalny, nikt nie potrzebuje drugiej Mercedes.

Najprawdopodobniej cokolwiek byś nie wymyślił/a, i tak okaże się, że to żadna nowość i że ktoś był przed Tobą. Przykro mi. Nie chodzi o to, żeby robić coś, czego nikt inny wcześniej nie robił, ale żeby robić to w swój własny, indywidualny sposób. Zastanów się, czemu Doktor Ania jest taka znana? Bo nikt wcześniej nie wpadł na to, żeby na swojego instagrama wstawiać etykietki różnej (przetworzonej) żywności i analizować skład. A nawet jeżeli ktoś to robił, to raczej nie w taki sposób – bardzo dosadny, czasem trudny do zaakceptowania. Dlaczego taka znana jest Mama Ginekolog? Bo nikt wcześniej nie wpadł na to, żeby takim sposobem przemycać wiedzę medyczną dla kobiet. Dlaczego wypłynęła Banaszewska? Bo nikt wcześniej nie pomyślał, że na mówieniu o instagramie można zbić takie pieniądze. A Travelicious? Co w niej jest takiego świeżego? Ano to, że nie tylko poleca hotele, a nie miejsca, ale też nie pokazuje swojej twarzy. Znajdź sposób na swoją twórczość.

4. znajdź niszę – łatwiej będzie ci się wybić

I znów wracamy do punktu poprzedniego. Pomyśl o Mamie Ginekolog, o Doktor Ani, o Natalii Trybus, o Joannie Banaszwskiej, o Oli Gościniak. Te super babki robiły coś, czego nikt inny nie robił i na co, jak się okazało, jest ogromny popyt. Myślisz, że na mówieniu o nauce nie da się wybić? Spójrz na Kasię Gandor i na to, jak cholernie dobrą robotę robi. Internet jest zalany przez blogerki i vlogerki modowei make-upowe i bardzo trudno jest się z tego natłoku wyłonić. Ale to nie znaczy, że nie powinnaś/nie powinieneś tego robić. Jeżeli to czujesz i masz swój indywidualny sposób na to – go for it.

5.  odwaga, odwaga i jeszcze raz odwaga

Żeby mówić prawdę, trzeba być odważnym. Wiesz ile razy ja się wahałam przed kliknięciem „publikuj”? Mnóstwo. Miałam całe mnóstwo zawahań. Nie dlatego, że nie wierzyłam, że to, co robię, jest dobre, ale dlatego, że bywa to cholernie trudne! Przyznanie się do czegoś, pisanie o niezbyt przyjemnych tematach (dalej pamiętam to, co czułam, kiedy publikowałam wpis o molestowaniu w polskich szkołach!) nie jest łatwe i często nie jest przyjemne. Ale warto!

6. nie jesteś i nie będziesz zupą pomidorową.

To bardzo trudna lekcja życia, jaką może dać Ci blogosfera. Ja zawsze źle znoszę krytykę, przejmuję się tym i staram się jakoś nagiąć. Ale nigdy wszystkim nie dogodzisz. Jedni lubią dużo zdjęć we wpisie, drudzy mało. Jedni wolą, żeby to były grafiki, drudzy, żeby to były zdjęcia – najlepiej Twojego autorstwa. Jedni wolą publikację w weekendy, inni w tygodniu. Jedni wolą krótkie wpisy, inni czytają długie. Przestań się tym zadręczać i zrób kilka kroków w tył. Zdystansuj się i pomyśl jak Ty w tych wszystkich oczekiwaniach się odnajdujesz. Pomyśl o obu stronach, ale pomyśl też o sobie w tym wszystkim. A co jeśli się nie odnajdujesz? To tego nie rób.

7. cierpliwość to pierwszy krok do królestwa blogosfery

Serio. Ja mam dość małe zasięgi i stosunkowo rzadko ktoś tą moją cierpliwość nadwyręża. Ale wiem, że to jest ogromny problem, a im większe zasięgi tym bardziej ta cierpliwość będzie testowana. Dla przykładu: ostatnio robiłam (na swoje zajęcia) prezentację na temat pornografii i jej wpływu na nasz mózg, satysfakcję seksualną i życie. Mówiłam o tym parę razy na instagramie, czytałam badania, potem, w dniu wystąpienia, prosiłam o kciuki – no grubsza sprawa. Widziałam, że zainteresowanie jest spore, więc po prezentacji spytałam (na swoich instastories) czy powinnam napisać wpis na ten temat – taki skrypt z prezentacji (dokładnie tak, jak teraz to robię). Za chwilę dostałam dwa pytania o jaką prezentację chodzi. Ba, tagujesz na zdjęciu wszystko, co można otagować, łącznie z lokalizacją, a zaraz ktoś napisze i spyta gdzie jest ta fajna kawiarnia czy ładny park. Ale jeżeli jesteś cierpliwa/y to wszystko będzie dobrze. (Do czasu).

8. obecność w social mediach

Tego chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Nie oszukujmy się, początkującego twórcę czy twórczynię nie wyplują żadne wyszukiwarki. Tym bardziej, jeżeli nie zna się na SEO (czyli pozycjonowaniu). A większość się nie zna. Przynajmniej taką mam cichą nadzieję, bo jeżeli jestem w blogosferze jedyna, która była na wielu szkoleniach i dalej nic nie wie to trochę uwłaczające. Publikuj tam, gdzie są Twoi odbiorcy, najczęściej metodą prób i błędów. Znajdź platformę, w której dobrze się czujesz – czy to facebook, czy instagram, czy linkedin, czy twitter – i promuj to, co robisz. Inaczej nikt się o Tobie i Twoim blogu nie dowie.

Kolejną radę, którą mogę Ci dać to regularność. Pozycjonowanie niestety nie czeka na wenę. Ja, kiedy zaczynałam, zaczęłam przygotowywać wszystko od października, a stronę odpaliłam w styczniu. Miałam już wtedy trochę wpisów, których publikacje mogłam zaplanować i to było najlepsze rozwiązanie. Teraz niestety nie jestem tak zorganizowana i chociaż staram się jak mogę, to nie publikuję co wtorek i trudno jest mi to jakoś nagonić, nawet w wakacje. Ale regularne wtłaczanie swoich treści to naprawdę bardzo ważna rzecz.

Mało tego – najlepiej mieć tzw stałą regularność czyli wybrać sobie dzień, kiedy będziemy publikować. Ja staram się, żeby wpisy były we wtorki i tą swoją zasadą tak przyzwyczaiłam czytelników, że wiem (albo mam nadzieję!), że na ten wtorek czekają i oczekują tego wpisu. Ludzie bardzo lubią się czegoś spodziewać i być przyzwyczajonymi do czegoś.

Przykłady (stałej) regularności z internetowego podwórka: na instagramie Gloria Ziencina-Kawula (@gloria_zk) regularnie wstawia swoje #InstaGlories (uczące instagrama), których możemy spodziewać się co poniedziałek. Joanna Gwizdała (@madebygigiblog) co poniedziałek publikuje InstaPrasówki – takie newsy ze świata instagrama. Anna Zając (@fashionablecompl) ma swoje modowe wtorki, a Joanna Banaszewska na koncie swojej marki @instacademy_ przeprowadza piątkowe audyty profili. Przykładem z Youtube’a może być Arlena Witt (Po cudzemu) publikująca widea co środy. A jeżeli chodzi o blogi, no to nieskromnie zostaję ja z wpisami co wtorek (no prawie) na niepiszepoalkoholu.

Wracając na moment do tematu blogowania, są pytania, dotyczące moich początków. Zaczęłam pisać bloga w klasie maturalnej, żeby, w wielkim skrócie, nie uczyć się do matury. Bloguję już ponad dwa lata i, patrząc oczywiście z perspektywy bloga o tematyce społecznej, zyski w porównaniu z włożoną pracą w to wszystko nie są wielkie. Prawda jest taka, że blogi zaangażowane społecznie to niestety bardzo niewdzięczna nisza, m.in. dlatego, że zawsze się komuś narazisz. Nie namawiam Was teraz, żebyście założyli właśnie takiego bloga – to trzeba czuć, trzeba lubić ciężko pracować i trzeba po prostu chcieć. Piszcie blogi, ale o tym co jara was, a nie na temat, który zupełnie Was nie kręci, ale czujecie, że mogłyby być zyski.

Tak jak napisałam wyżej, bloguję ponad dwa lata i jeżeli chodzi o moment przełomu, który tak wiele ludzi interesuje, to dalej na niego czekam. Poinformujcie, jak będzie się zbliżał, to jakoś się przygotuję. Tak całkiem serio uważam, że kluczem jest regularna, systematyczna i czasem ciężka czy żmudna praca. To ona pozwoliła mi robić to, co robię i mieć z tego tak dużą radość. Tym, co nauczyła mnie blogosfera, to to, jak ważny jest networking, kontakty i znajomości. Wiem, że niewiele osób z internetowego środowiska się do tego przyznaje, ale taka jest prawda! Wszystkie polecenia na instagramie, komentarze, udostępnienia wpisów czy postów na fejsbuku są dla nas, twórców, na miarę złota. Ale o tym, dlaczego warto wspierać dobry kontent pisałam tu: >>KLIK<<.

Na sam koniec powiem Wam, że przygotowując prezentację o blogowaniu na social media czwartki dużo o tym wszystkim myślałam i doszłam do jednej, wydaje mi się, że ważnej, konkluzji:

Poczuciem misji nie wyżywisz rodziny, ale jest jeszcze satysfakcja.

Więc gdybym miała radzić Wam cokolwiek, powiedziałabym: rób coś tak długo, jak chcesz to robić – dla siebie, nie dla pieniędzy. Ja szczerze wierzę, że jeżeli robi coś zgodnego ze sobą, ze swoim sercem, to wszechświat robi wszystko, żeby nam pomóc. I tego Wam życzę.

A więcej wpisów o blogowaniu napisałam o tutaj:
– o tym, że blogerzy zmieniają świat na lepsze (i o tym, jak zaczęłam blogować)
– rok blogowania – na jaką cholerę mi to było (czyli podsumowanie mojego pierwszego roku działalności w internecie)

I wpisy z konferencji w kontekście do networkingu, o którym pisałam wyżej:
– blog forum gdańsk 2016 (które było moim początkiem, punktem zapalnym do prowadzenia bloga)
– blog conference poznań 2017 (pierwsza konferencja, na którą wyjechałam!)
– see bloggers 2017 (o tym czemu blogerzy powinni zrobić rachunek sumienia)
– blog conference 2018 (o tym, że chcę robić innym dobrze (internetem)

*Oczywiście robienie filmików – pisanie scenariuszy, przygotowywanie się (także wizualne), nagrywanie, montowanie itd to TEŻ ogromna i czasem ciężka praca! Podziwiam youtuberów, ale w swoim tekście chcę zaznaczyć, że jednak łatwiej jest tam osiągnąć efekt kuli śnieżnej, łatwiej jest o zasięgi i wyświetlenia. Bo ludzie wolą oglądać filmy niż czytać blogi.

PS A tak poza tym to piszę ten wpis w samolocie do Brukseli, do której jadę na zaproszenie Komisji Europejskiej. Jadę na Youth Week jako prelegentka. I tak, nie mam youtuba. IN YOUR FACE!

Share This:

Leave a Reply