dobrze, że jesteś | czy, tak całkiem serio, jesteś potrzebny innym? | fajnie jest robić dobro

Dostaję trochę wiadomości. Więcej, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. Prowadzę bloga dopiero rok i na każdy zalążek rozmowy czy wyznania, reaguje jak małe dziecko na gwiazdkę. Te wiadomości mają czasem charakter bardzo intymny; w zamian za wpis dostaję osobistą spowiedź. Mam możliwość czytania bardzo prywatnych historii, które w większym lub mniejszym stopniu wywarły wpływ na życie osoby, która zdecydowała się do mnie napisać. I dalej czasami nie wierzę, że zostaję obdarzana taką ogromną dawką zaufania i że przytrafiają się mi tak niesamowite rzeczy.

Pamiętam, jak po raz pierwszy obejrzałam Salę Samobójców. Uznałam wtedy samo samobójstwo za wyżyny egoizmu. Teraz, po paru latach od tamtego seansu, uznaję sprawę za bardziej złożoną, mniej oczywistą, dużo bardziej wytłumaczalną i, chociaż częściowo, wymagającą zrozumienia. Co jest dość przykrą konkluzją, bo oznacza, że nastoletnie życie po części „usprawiedliwiło” mi akty zakończenia swojego życia. Nigdy nie miałam depresji, nie brałam też psychotropów i uważam, że samobójstwo nigdy nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Co nie zmienia faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo, żeby czuć się źle.

Kiedy wpadam w dołek zawsze zastanawiam się czy naprawdę jestem komukolwiek tutaj potrzebna. Pomijając oczywiście rodzinę i najbliższych przyjaciół, którzy starają się, żebym stale czuła się ważna. Te moje słabsze dni nie trwają nigdy długo, a ja szybko z takiego stanu wychodzę. Uwielbiam swoje życie i ludzi, którzy je tworzą. Często patrzę na swoją rodzinę, swoich przyjaciół, znajomych, nauczycieli czy wykładowców, czytam wiadomości, które dostaję, (o których wspomniałam wcześniej) i jestem cholernie wdzięczna. Bywa, że w przypływie tej ogarniającej mnie wdzięczności i kąpieli w potoku optymizmu natrafiam na depresyjne tumblr’y i wkurzam się, bo nie tylko jest to dla mnie niezroumiałe, ale też potwornie głupie. I nie chodzi tu o „prawdziwą” depresję, kiedy osoby są po prostu chore. Znam takich ludzi i staram się ich wspierać jak tylko potrafię, (choć czasem mnie to przerasta, nie jestem przecież specjalistką). Na tegorocznym Blog Forum Gdańsk był nawet specjalny panel, dotyczący właśnie problemu depresji, o którym pisałam we wpisie o konferencji.

Denerwuje mnie za to „moda” na smutek, kiedy wyolbrzymienie drobnostek ma ten sam cel co płacz u dziecka – otrzymanie uwagi i zaintersowania. A ja jednak chciałabym żyć w świecie dojrzałych ludzi, a nie atencjuszy; którzy zauważają i nie bagatelizują. Ale też nie hiperbolizują. Jestem dość wrażliwa i emocjonalna, więc nigdy nie potrzebowałam świąt czy innej specjalnej okazji, żeby okazać drugiej osobie trochę ciepła. Chociaż są to na pewno „okoliczności sprzyjajce”, bo, np.: w okresie świąt o wiele łatwiej jest nam wymienić uprzejmości czy zdobyć się na miły gest. W tym okresie, pojawiają się w dodatku nowe możliwości, poprzez które możemy pokazać  komuś uczucia; (robiąc, pod pretekstem świąt oczywiście, mały prezent osobie, na której nam zależy) czy angażując się w zbiorową pomoc, (przez kompletowanie Szlachetnej Paczki). Właśnie przez te małe preteksty, osoby o chłodniejszych charakterkach też mogą zaznać ocieplenia wizerunku. A to bardzo dobre zjawisko, bo przecież jeżeli już chcemy zaistnieć, to najlepiej właśnie poprzez robienie dobra.

Ja też czasami czuję, że robię dobro. To uczucie jest jednym z najlepszych na świecie, zaraz obok wdzięczności. Pamiętam jak w gimnazjum nauczyciele spytali nas o nasze marzenia, a ja powiedziałam, że chciałabym umieć zarażać innych pozytywną energią. Że jeżeli doszłabym do momentu, kiedy umiałabym przekazać drugiej osobie – nawet całkiem obcej, nawet przez internet – troche ciepła, otuchy, radości i akceptacji, to będę szczęśliwa. Teraz zdarza się, że ludzie pytają mnie skąd biorę tyle energii, mówią mi że jestem energetycznym wulkanem, którego wszędzie jest pełno i nawet uśmiechają się, kiedy mnie widzą. Także chyba mi się to udaje.

Lubię przyglądać się osobom, dzięki którym moje życie jest takie, jakie jest. Często zastanawiam się, czy są tego świadome jak bardzo mi na nich zależy i jak wspaniałe są. Moje dzieciństwo było naprawdę świetne; wychowywałam się w dowartościowywaniu, wspieraniu i pełnej akceptacji. Moja rodzina dodawała mi skrzydeł, a nieznane dzieciaki szybko sobie zjednywałam. Ale wiem, że nie każdy miał tyle szczęścia. Nie każdy jest tak pewny siebie, nie każdy wyrastał w poczuciu właśnej wartości i przekonaniu, że może robić to, na co tylko ma ochotę. Czasem przeglądam instagrama, widzę jakie ludzie robią niesamowite rzeczy, jak umieją tworzyć dobro i się nim dzielić. Zastanawiam się wtedy, czy ich bliscy; rodzice czy przyjaciele, dopingują ich i mówią, że potrafią tworzyć wspaniałe rzeczy. Mam taką nadzieję, bo każdy zasługuje na dobre słowo i na samoprzekonanie o właśnej wartości.

Chciałabym kiedyś kupić megafon, żeby raz móc wykrzyczeć coś światu. Na przykład to, żeby ludzie w siebie uwierzyli. To, że są wyjątkowi; każdy z nas jest absolutnie niepowtarzalnym pierwiastkiem; częścią składową różnorodnej i absolutnie pięknej, ludzkiej mozaiki. Mechanizm przecież nie zadziała, jeżeli zabraknie mu niezbędnych elementów. A tymi elementami jesteśmy my, ludzie, starający się żyć w dobrym świecie, walczący o przeżycie w ramach wyeliminowania krzywdzących nieprawidłowości. Chciałabym wykrzyczeć ludziom, że obojętnie, co dzieje sie w ich życiach, obojętnie przez co teraz przechodzą, wszystko się wyjaśni i rozwiąże. To, że karma wraca i warto być dobrym, także dla siebie. To, że są cudami. Właśnie takimi, jakimi są. Cudami, które są na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. 

A przede wszystkim to, że dobrze, że są. Po prostu.

***
zdjęcia wykonała cudowna Michalina Pryśko, do znalezienia na instagramie TUTAJ
na zdjęciach jestem z kochaną Clau, jej kanał na youtubie możecie znaleźć TUTAJ

zapraszam wszystkich, dziewczyny są naprawdę świetne!

Share This: