jak było na See Bloggers? | rachunek sumienia blogera – czyli jak robić cały czas dobrze

Do gdyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego wybieram się średnio raz na miesiąc – na Strefę Blogera, co by nasza trójmiejska śmietanka blogosfery mogła się zintegrować i czegoś nauczyć. To miejsce już stricte kojarzy mi się z networkingiem, ale po ubiegłoweekendowym See Bloggers, to raczej nie może już kojarzyć mi się inaczej.

Uwielbiam konferencje. Serio. Przez to wydarzenie miałam aż cztery (!) dni wolnego, a czuję, jakbym zasuwała po 13 godzin w robocie. Tyle, że takiej, która wytwarza kilogramy endorfin! Atmosfery takich blogowych bomb się nie poczuje przez żadne livestreamy. Tu trzeba być, porozmawiać, powdychać te opary kreatywności i powychodzić na piwo. Dopiero wtedy nawiązuje się kontakty, z których mogą wyniknąć nie tylko owocne współprace, ale też świetne i bardzo wartościowe przyjaźnie!

Cały weekend spędziłam z Kasią z GajaPisze, ale poznałam mnóstwo cudownych ludzi – Olę z Lubię Wpierdzielać, Żanetę ze SnailyNails, Kasię z Relatywnie Obiektywna, Magdę z MumSpace i Agatę z Agasava. Nie mogabym te zapomnie o Oli z Jestem Interaktywna, którą poznałam w Poznaniu, będąc na jej warsztatach z SEO, ale teraz miałyśmy okazję porozmawiać więcej. Do wszystkich dziewczyn polecam zajrzeć, ale takie moje blogowe odkrycia zbiorę dla Was innym razem w osobny wpis. A teraz – zaczynamy podsumowanie tegorocznej edycji See Bloggers!
jak bylo na seebloggers

Mamy 1440 minut w ciągu doby, a dalej zachowujemy się jak pandy

Na konferencji, oprócz dość regularnego odwiedzania strefy głównej, (na której rządziła cudowna Ania Zając z fashionable i swoją prelekcję miał m.in. świetny Piotr Bucki, którego miałam okazję poznać długo przed założeniem bloga), chodziłam na warsztaty i do sali „bocznych”, na które obowiązują zapisy. I tak z hukiem, a raczej z Jackiem Kłosińskim, zaczęliśmy weekend motywacji wykładem o „Organizacji pracy blogera, czyli jak tworzyć szybciej, lepiej i łatwiej”. To był dla mnie, mimo, że początkowy, mocny – jeżeli nie najmocniejszy – punkt tegorocznej edycji. Jedna sprawa to to, że Jacka absolutnie uwielbiam i podziwiam, za to, jakim jest organizacyjnym świrusem. Ale drugą kwestią jest jego łatwość przekazywania wiedzy i wpływowość.

Przez całą prelekcję notowałam – na przykład to, że krokiem pierwszym powinno być zrobienie rachunku sumienia. Jacek mówił, o tym, ze wiele z nas ma problemy ze wzrokiem i z konfesjonału powinno pójść prosto do okulisty, bo nie widzimy lasu, przez to, że często zasłaniają nam same drzewa. Radził, żeby czyścić głowę, nawet poprzez robienie notatek i tworzenie własnej bazy wiedzy. No i przypomniał o tym, że najlepiej inwestować swój czas w projekty. Ludzie od momentu pojawienia się na świecie, (wraz z momentem powstania gatunku), wbrew pozorom niewiele się zmienili. Ewolucja zrobiła swoje, mamy teraz laptopy, internet i obcisłe dżinsy zamiast niemodnych skór niedzwiedzia i krzesiw, ale leniuchami jesteśmy cały czas. Na sali nikt nie wiedział, że codziennie mamy aż 1440 minut do własnej dyspozycji, bo na codzień jak pandy sięgamy po najbliższego eukalipstusa, nie za bardzo przejmując się jakimiś wyższymi celami czy ambicjami.

jak bylo na seebloggers
I chociaż Kłosiński ma to do siebie, że ciężko go przebić, to poziom kolejnych wykładów i paneli był bardzo wysoki. Byłam na prelekcji Natalii Sławek z Jest Rudo, która uczyła nas jak robić dobre zdjęcia telefonem. Wpisałam do notesu kilka aplikacji i trików, które pewnie wykorzystam w niedalekiej przyszłości. Słuchałam Daniela Kędzierskiego z Fast Tony, który tłumaczył jak tworzyć trendy, robić skuteczne relacje live i dlaczego to Ludwik XIV był pierwszym pijarowcem. 

Tomek Tomczyk, wszystkim znany Jason Hunt, zastanawiał się z nami jak zrobić sobie dobrze. Jego prelekcja na sali głównej kończyła całą konferencję. Tomczyk zostawił mnie z trzema istotnymi pytaniami, które zadam także Wam. I na które sama nie mam jeszcze odpowiedzi.

Jesteś twórcą. I musisz odpowiedzieć sobie na trzy pytania.
Jaki problem rozwiązujesz?
Jaki masz pomysł na biznes?
Jaką historię chcesz opowiedzieć?

Podobno darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, ale…

Było pare mankamentów i nie byłabym szczera, gdybym o nich nie wspomniała. To, wedle mojej oceny, przede wszystkim brak realnej strefy travel (i technologii). Była sala photo&travel i było też pomieszczenie photo&technology, ale tak naprawdę żadna z nich nie wychodziła poza rozmówki o zdjęciach, instagramie czy influencerach. W blogosferze jest naprawdę dużo podróżników, na których nie czekał ani jeden panel czy ani jedna prelekcja. Całkowicie rozumiem, że oddział parentingowy bardzo powiększył swoją skalę i trzeba było dla niego wydziubać miejsce i czas. Rozumiem też że strefa beauty jest strefą prawdopodobnie najszerszą i dlatego to ona królowała na wszystkich korytarzach i stoiskach. Ale błędne nazewnictwo tylko potęguje moje niezadowolenie i tupanie nóżkami, że jednak coś dla nich być powinno.

Kolejna sprawa to foodtracki. Przy Parku były dwa – jeden z makaronami, drugi z panini. Testowałam oba, kolejno w sobotę i niedzielę i oba były po prostu mega słabe. Z Pasta Station jadłam „””””aglio olio”””””. Pracuję w gastro, wiem jak wyglądają takie rzeczy „od kuchni”, wiem też, że foodtracki mają dużo mniej miejsca na gary, przyprawy, składniki i całą resztę. Ale jednak istnieją foodtracki bardzo dobre. A tam dostałam makaron typowo odsmażany (po którym było to widać i czuć w smaku – b a r d z o), z ostatnim centymetrem pudełka zalanym oliwą. Ogólnie – nie polecam. Nie polecam też budki z kanapkami. W Food Cabie („trójmieskim aucie stylizowanym na nowojorską taksówkę”), pieczywo było kiepskie, mięso, o ile kawałek (rzekomego) kurczaka, możemy tak nazwać – beznadziejne. Wszystko zalane olejem. Ponownie.

jak bylo na seebloggers
Nasze brzuchy uratowali partnerzy konferencji – Carrefour
(z prezentacją o wiele lepszą, niż było to w przypadku Lidla na BCP), Łowicz, Lody Braci Koral (czy Cydr Lubelski, bo on chyba najbardziej ucieszył moje serduszko). Na sali spotkań, naszej konferencyjnej śniadaniówce, wszystko było pyszne. Dbali o nas i chuchali także inni – mile było widzieć te piękne butelki ID’EAU (zdążyłam się stęsknić od Poznania!), stoisko Zozoli (których nie jadłam jakieś tysiąc lat!), nordic (którzy dali mi wielką pakę ciastek, jak można nie być z tego zadwolonym?!), czy Chiodo Pro, które zajmowało się pazurkami. Co prawda, kolejki były (giga) długie, a ja dalej, patrząc po efektach, cenię sobie swoją panią od paznokci (ciut) bardziej, to było to bardzo miłe!

Zdarzały się prelekcje będące autoprezentacją. Największy zawód spotkał mnie z warsztatów, które pierwotnie miały krążyć wokół tematu tabu. Ci, co czytają mojego bloga, pewnie rozumieją jak bardzo to było dopasowane do mojej tematyki, a, uwierzcie mi, o to naprawdę ciężko, bo nie wpisuję się ani w fashion, ani w beauty, ani w technologie, kulinaria, diy, wystrój wnętrz czy (broń Cię Panie Boże) w parenting. Stepowałam na te warsztaty z niecierpliwości jak mały źrebaczek, w niedzielę rano zobaczyłam, że są prowadzone przez markę AA (także będącą partnerem). Spodziewałam się lokowania produktu, byłam przygotowana na lekką autopromocję. Ale mimo to, spotkało mnie mega rozczarowanie.

Warsztat nazywający się „jak przełamać kontrowersje i na tym skorzystać?” nie był ani warsztatem, ani o kontrowersjach. Czterdzieści pięć minut prelekcji panie przedstawicielki poświęciły na szkolenie obecnych dziewczyn z marketingu internetowego. Dowiadywałyśmy się jak poprawnie (i skutecznie) reklamować produkty (firmy AA, rzecz jasna) do higieny intymnej. No i to by było na tyle.

jak bylo na seebloggers
Chociaż Blog Conference Poznań (o którym pisałam tutaj: >>KLIK<<) uznaje się za „największą biznesową konferencję dla blogerów”, to wydaje mi się, że See Bloggers, oprócz tego, że o pieniądzach mówiło (głosami prelegentów) trochę mniej, dużo bardziej poszło w stronę (zarobkowego) profesjonalizmu. Aplikacja See Bloggers (która, moim zdaniem, była naprawdę świetnym pomysłem!) śmigała jak szalona i umożliwiała wysyłanie innym uczestnikom swoich wizytówek. To całkowicie nowy pomysł, jeszcze z takim systemem się nie spotkałam. I chociaż sama nie korzystałam z tej opcji – bo jestem na to wszystko za młoda i za „mała” w blogosferze, czyli po prostu za mało rozkręcona, to serio mi to zaimponowało. Blogerzy umawiali się na spotkania 1:1 w wydzielonej strefie, co pomagało nawiązywać współprace. No bajka!

Przez cały weekend czułam jak moje bateryjki, naładowane dwa miesiące temu w Poznaniu, powoli się wyczerpują. Potrzebowałam zastrzyku pomysłów, kreatywności, a przede wszystkim mobilizacji i samozaparcia. No i stało się. Teraz wróciłam i moje palce same piszą. Jeżeli ktoś wątpi w zbawienny wpływ takich spotkań – ten wpis ma ponad tysiąc znaków i napisał się w jeden dzień. Można? Można!

PS Przepraszam Was za taki brak zdjęć. Starałam się skupić na prelekcjach, a co mogłam, to nagrywałam dla Was na instastory. Na moim instagramie znajdziecie jeszcze pare foteczek z wydarzenia:)

PS2 Już pojutrze widzimy się w Parku Naukowo-Technologicznym na lipcowej Strefie Blogera. Będę tam miała okazję pooopowiadać trochę o instagramie. Link do wydarzenia znajdziecie na moim fanpage’u.

Do zobaczenia!

Share This: