jak uratować życie swoim bliskim? | jestem niskociśnieniowcem |#bojatakmówię

Moje przygody z ciśnieniem tętniczym zaczęły się jakoś w gimnazjum, podczas tzw. bilansu (czyli okresowych badań, które strasznie chciałam ominąć, bo nie chciałam rozbierać się przy szkolnej pielęgniarce). Wtedy „piguła” założyła mi na ramię ciśnieniomierz, po chwili zbladła i spytała, jak się czuję i jak to się dzieję, że jeszcze nie zemdlałam. Urządzenie pokazywało jakieś 70/50, co, zwięźle pisząc, jest sporo poniżej zdrowej normy.

Ciśnienie krwi (czyli ciśnienie tętnicze) to siła, z jaką krew napiera na ścianki tętnic i jest jednym z podstawowych parametrów diagnostycznych. Jego wartości zmieniają się wraz z wiekiem, wysiłkiem fizycznym czy pod wpływem emocji. Dla tych, którzy zdrowotnymi wskaźnikami się nie interesują: ciśnienie tętnicze mierzy się dzięki ciśnieniomierzowi – małemu, elektronicznemu urządzeniu, które jest połączone krótkim kabelkiem do opaski. Opaskę (materiałową, na rzep), zakładamy najczęściej na lewe przedramię, zaciskamy rzep i włączamy. Pomiar trwa jakieś dwie minuty, a przed jego wykonaniem powinniśmy przez 5-10 minut spokojnie siedzieć. Prawidłowe, podręcznikowe wręcz, ciśnienie to 120/80.

Z ciśnieniem mogą być dwa problemy. Jak pewnie się domyślacie – w obie strony; ciśnienie możemy mieć za niskie albo za wysokie. To drugie może mieć dużo bardziej poważne konsekwencje i dlatego właśnie to o nadciśnieniu mówi się wszem i wobec, a nie o niedociśnieniu, którego jestem genetyczną ofiarą. Jakie to wszystko ma znaczenie? Kiedy zaczyna się problem? O tym wszystkim za chwilę – zaczniemy od tej mniej znanej strony medalu.

niskociśnieniowcy też istnieją!

Zaczęłam to wszystko odczuwać w liceum. Zdarzało się mi być senna, zmęczona, „ciężka” i całkiem niezmotywowana do zrobienia czegokolwiek. Robiłam w tym czasie sporo badań – w tym także genetycznych, tarczycowych czy tych obejmujących glukozę, ale wszystko było w porządku. No i wtedy skupiłam się na obserwowaniu swojego ciśnienia w momentach takich „spadków” formy i faktycznie – to było właśnie to!

Te moje ciśnieniowe sprawy trochę utrudniały mi funkcjonowanie, a kiedy wybrałam się do specjalisty po pomoc, lekarz rodzinny poradził mi „kieliszek winka”. Byłam w klasie maturalnej, w czasie kiedy przygotowywałam się do egzaminów (no już nie żartuj Barbarka!), zaczynałam z blogiem i robiłam mnóstwo różnych rzeczy. Więc, krótko pisząc, „kieliszek winka” był naprawdę średnią radą. Dlaczego to piszę? Dlatego, że z niezrozumieniem spotykałam się non stop, więc przestałam tłumaczyć dlaczego akurat teraz naprawdę trudno mi podnieść się z fotela i robić coś (nie daj borze) kreatywnego.

ginekolog

Do tej pory mam zwykle niższe niż przeciętnie, a w czasie, kiedy czuję, że nic w tej chwili nie dam rady zrobić – wyniki ciśnienia są tak niskie, jak wtedy w gimnazjum. Kiedy mnie to dopada? Wtedy, kiedy spada ciśnienie (tak, takie w pogodzie!), czy kiedy w ogóle są jakieś zmiany pogody. Dlatego szczególnie trudno jest mi funkcjonować w czasie przesileń wiosennych czy zimowych.

Czy od tego się umiera? No nie, dlatego ja na co dzień nie marudzę, z tym naprawdę da się nauczyć żyć 🙂 Ale społeczną świadomość dotyczącą tego, że komuś może być trudno robić coś w danym momencie, bo ma niskie ciśnienie – jak najbardziej powinno się rozbudzać.

Kiedy mnie to dopada? Wtedy, kiedy spada ciśnienie (tak, takie w pogodzie!), czy kiedy w ogóle są jakieś zmiany pogody. Dlatego szczególnie trudno jest mi funkcjonować w czasie przesileń wiosennych czy zimowych. Czy od tego się umiera? No nie, dlatego ja na co dzień nie marudzę, z tym naprawdę da się nauczyć żyć 🙂 Ale społeczną świadomość dotyczącą tego, że komuś może być trudno robić coś w danym momencie, bo ma niskie ciśnienie – jak najbardziej powinno się rozbudzać.

co z tym nadciśnieniem?

Pewnie kojarzycie tę przypadłość z naszymi babciami i dziadkami. Pamiętam, że to właśnie oni wyciągali ciśnieniomierze podczas moich odwiedzin i sprawdzali ciśnienie. I z perspektywy czasu tym jeszcze bardziej szanuję to, jacy byli odpowiedzialni!

Z nadciśnieniem tętniczym nie ma przelewek, między innymi dlatego, że jest to główna przyczyna umieralności. To bardzo powszechne schorzenie i chociaż jego zdiagnozowanie wymaga jedynie pomiaru ciśnienia (co, jak pisałam wyżej, jest banalnie proste), to połowa osób dotkniętych nadciśnieniem nie jest tego świadoma. Między innymi dlatego, że to „cicha” choroba, która przebiega bez poważniejszych objawów.

Nadciśnienie zaczyna się wtedy gdy (regularnie) ciśnienie krwi wynosi 140/90. Po dwukrotnym zaobserwowaniu tak wysokich wyników należy rozpocząć leczenie, które obejmuje nie tylko przyjmowanie leków, ale także zmiany stylu życia na zdrowszy: zwiększenie aktywności fizycznej (która także pomaga na niedociśnienie!), rzucenie palenia, wyeliminowanie lub ograniczenie soli w swojej diecie. Nadciśnienie to choroba przewlekłą, która prowadzi do niewydolności serca i nerek i znacząco podwyższa ryzyko przedwczesnego zgonu. I właśnie dlatego regularnie powinniśmy się badać – chociażby sami w domu!

#bojatakmowie

Właśnie dlatego powstała świadomościowa kampania #bojatakmowie (na świecie jako #becauseisayso). Pamiętacie jak rodzice czy dziadkowie nie mieli już więcej argumentów w dyskusji z nami-srajdkami? Zawsze wtedy padało to słynne „nie pyskuj”. A kiedy dorośli nie znajdywali odpowiedniego wytłumaczenia tego, dlaczego mamy coś zrobić, mówili „bo ja tak mówię!”. Teraz to my – młodzi! Córki, synowie, wnuczki, wnuczkowie mówimy „bo ja tak mówię”, kiedy prosimy naszych bliskich, żeby zmierzyli sobie ciśnienie. Role się odwróciły, tekst pozostał ten sam, z tym, że jest jedna różnica – my mamy rzeczywisty powód zachęcenia do samobadania!

Mam szczere nadzieję, że trochę Was zachęciłam, żebyście odwiedzili swoich dziadków, czy rodziców. Tak po ludzku. Wpadli do domów rodzinnych na kawę, ciasto czy obiad i zachęcili (lub zmusili;) swoich najbliższych do zbadania ciśnienia. Naprawdę warto, możesz uratować swoim bliskim życie.


Share This:

Leave a Reply